Dziecko sprytnie zameldowane trafia do dobrej szkoły
05.03.2010
, aktualizacja: 04.03.2010 20:18
Ruszył elektroniczny nabór do wrocławskich gimnazjów. By wysłać dziecko do najlepszej - ich zdaniem - szkoły, rodzice uciekają się nawet do fikcyjnego zameldowania
ZOBACZ TAKŻE
- Co piąty polski gimnazjalista nie rozumie, co czyta (12-10-09, 19:00)
- Gimnazja: nie da się zatrzymać wyścigu szczurów (08-10-09, 20:08)
- Wrocławskie gimnazja nie wspierają uczniów (07-10-09, 09:20)
SONDAŻ
Do końca marca szóstoklasiści muszą zadecydować, w którym gimnazjum chcą się uczyć po skończeniu podstawówki. Ci, którzy myślą o klasach dwujęzycznych, mają jeszcze tydzień, by się zadeklarować. W tych szkołach obowiązują bowiem dodatkowe egzaminy.
W pozostałych rekrutacja odbywa się na takich samych zasadach: pod uwagę bierze się średnią ocen za świadectwa, wyniki testu na koniec klasy szóstej, ocenę z zachowania i dodatkowe osiągnięcia wymienione na świadectwie. Pierwszeństwo mają uczniowie z rejonu.
W elektronicznym formularzu kandydaci do gimnazjów mogą wybrać aż 10 szkół, o przyjęcie do których chcą się ubiegać. Jednak by dostać się do dobrego gimnazjum spoza swojego rejonu, trzeba się naprawdę wykazać. - Oprócz bardzo dobrych ocen na świadectwie, dzieci muszą dobrze zdać test na koniec klasy szóstej i mieć bardzo dobre zachowanie - mówi Łucja Żyłka, dyrektorka Gimnazjum nr 14 z ul. Kołłątaja.
Dlatego rodzice, którzy obawiają się, że ich dziecko ze względu na zbyt słabe wyniki w nauce nie ma szansy na dostanie się do renomowanego gimnazjum, przemeldowują je do rodziny lub znajomych. To właśnie w rejonie Gimnazjum nr 14 co roku odnotowuje się jeden z największych "cudów meldunkowych" dwunastolatków. - Co roku mamy kilku kandydatów na miejsce. Uczniowie z rejonu to około połowy wszystkich przyjętych - wylicza Żyłka. - Wśród nich jest zwykle 5-10 proc. dzieci, które mają inny adres niż ich rodzice. Pochodzą z odległych dzielnic, a zameldowane są zwykle u babci czy w mieszkaniu, w którym wcześniej mieszkali rodzice, a obecnie je komuś wynajmują. Kiedyś próbowałam z tym walczyć, ale teraz przymykam na to oko. Przecież nie podam tych rodziców do sądu.
Bardzo dobrą opinią od lat cieszą się też trzy inne wrocławskie gimnazja: Gimnazjum nr 1 z ul. Jeleniej, 13 z ul. Reja i 23 z ul. Jastrzębiej. Tam też rodzice szóstoklasistów chętnie przemeldowują swoje dzieci.
Jadwiga Żakowska, dyrektorka Gimnazjum nr 23: - W zeszłym roku po pierwszym naborze okazało się, że mamy tylko dziewięcioro dzieci spoza rejonu. Musimy z tym walczyć, w przeciwnym razie będziemy musieli odsyłać z kwitkiem dzieci, które mają średnią powyżej 5,0 i bardzo dobry wynik na egzaminie. To niesprawiedliwe, bo dlaczego dzieci, które się uczą, nie mogą się dostać do wymarzonej szkoły?
Dyrektor Żakowska poprosiła o pomoc dzielnicowego. Wraz ze szkolną pedagog odwiedził "wątpliwe" adresy: - Zdarzały się sytuacje, że pod jednym adresem zameldowana była dwójka niespokrewnionych ze sobą dzieci, a nikt ich nigdy w tym mieszkaniu nie widział.
Takie przypadki szkoły zgłaszają do wydziału edukacji. Urzędnicy zastanawiają się, jak problem rozwiązać. - Są pomysły, żeby, jak w przypadku rekrutacji do przedszkoli, sprawdzać, gdzie rodzice składają PIT-y - mówi dyrektor Żakowska.
Ewa, mieszkanka ul. Żeromskiego: - Starszy syn za rok pójdzie do gimnazjum, więc już przemeldowałam go do ciotki na Słowiczą (rejon Gimnazjum nr 23). Nie jest wybitny, więc raczej nie dostanie się do dobrego gimnazjum. A nie chcę, żeby trafił do rejonowego na Jedności. Duży wpływ mają na syna rówieśnicy, a w naszej okolicy łatwo trafić w złe towarzystwo.
Komentuje Mirosława Smereka, psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 4
Obawy przed gimnazjum rejonowym w niektórych częściach miasta są uzasadnione. Ludzie widzą, kto mieszka w okolicy, jak zachowują się dzieci ich sąsiadów, i chcą od tego uciec. Stąd pewnie pomysły z przemeldowywaniem.
Nie nazwałabym tego jednak "wyścigiem szczurów". Rodzice decydują się teraz na dzieci później niż kiedyś, są dojrzalsi. Wiedzą, jak pracować z dzieckiem, jak je stymulować, żeby się dobrze rozwijało. Dlatego bacznie przyglądają się placówkom, do których je posyłają, począwszy od przedszkola.
Choć, niestety, zdarzają się też tacy, którzy liczą, że instytucja wszystko za nich załatwi. Dlatego wybierają dobrą ich zdaniem szkołę, bo jest tam dużo zajęć pozalekcyjnych i nie muszą się martwić, co dzieje się z dzieckiem, kiedy oni są w pracy.
Już w 2003 roku pisaliśmy o tym, że aby zagwarantować dziecku miejsce w dobrym gimnazjum, wystarczy je przemeldować. Od siedmiu lat najbardziej oblegane są te same gimnazja. Czytaj więcej:
** Czy to dowód na to, że wyrównywanie szans edukacyjnych w gimnazjach jest fikcją? Czekamy na opinie
W pozostałych rekrutacja odbywa się na takich samych zasadach: pod uwagę bierze się średnią ocen za świadectwa, wyniki testu na koniec klasy szóstej, ocenę z zachowania i dodatkowe osiągnięcia wymienione na świadectwie. Pierwszeństwo mają uczniowie z rejonu.
W elektronicznym formularzu kandydaci do gimnazjów mogą wybrać aż 10 szkół, o przyjęcie do których chcą się ubiegać. Jednak by dostać się do dobrego gimnazjum spoza swojego rejonu, trzeba się naprawdę wykazać. - Oprócz bardzo dobrych ocen na świadectwie, dzieci muszą dobrze zdać test na koniec klasy szóstej i mieć bardzo dobre zachowanie - mówi Łucja Żyłka, dyrektorka Gimnazjum nr 14 z ul. Kołłątaja.
Dlatego rodzice, którzy obawiają się, że ich dziecko ze względu na zbyt słabe wyniki w nauce nie ma szansy na dostanie się do renomowanego gimnazjum, przemeldowują je do rodziny lub znajomych. To właśnie w rejonie Gimnazjum nr 14 co roku odnotowuje się jeden z największych "cudów meldunkowych" dwunastolatków. - Co roku mamy kilku kandydatów na miejsce. Uczniowie z rejonu to około połowy wszystkich przyjętych - wylicza Żyłka. - Wśród nich jest zwykle 5-10 proc. dzieci, które mają inny adres niż ich rodzice. Pochodzą z odległych dzielnic, a zameldowane są zwykle u babci czy w mieszkaniu, w którym wcześniej mieszkali rodzice, a obecnie je komuś wynajmują. Kiedyś próbowałam z tym walczyć, ale teraz przymykam na to oko. Przecież nie podam tych rodziców do sądu.
Bardzo dobrą opinią od lat cieszą się też trzy inne wrocławskie gimnazja: Gimnazjum nr 1 z ul. Jeleniej, 13 z ul. Reja i 23 z ul. Jastrzębiej. Tam też rodzice szóstoklasistów chętnie przemeldowują swoje dzieci.
Jadwiga Żakowska, dyrektorka Gimnazjum nr 23: - W zeszłym roku po pierwszym naborze okazało się, że mamy tylko dziewięcioro dzieci spoza rejonu. Musimy z tym walczyć, w przeciwnym razie będziemy musieli odsyłać z kwitkiem dzieci, które mają średnią powyżej 5,0 i bardzo dobry wynik na egzaminie. To niesprawiedliwe, bo dlaczego dzieci, które się uczą, nie mogą się dostać do wymarzonej szkoły?
Dyrektor Żakowska poprosiła o pomoc dzielnicowego. Wraz ze szkolną pedagog odwiedził "wątpliwe" adresy: - Zdarzały się sytuacje, że pod jednym adresem zameldowana była dwójka niespokrewnionych ze sobą dzieci, a nikt ich nigdy w tym mieszkaniu nie widział.
Takie przypadki szkoły zgłaszają do wydziału edukacji. Urzędnicy zastanawiają się, jak problem rozwiązać. - Są pomysły, żeby, jak w przypadku rekrutacji do przedszkoli, sprawdzać, gdzie rodzice składają PIT-y - mówi dyrektor Żakowska.
Ewa, mieszkanka ul. Żeromskiego: - Starszy syn za rok pójdzie do gimnazjum, więc już przemeldowałam go do ciotki na Słowiczą (rejon Gimnazjum nr 23). Nie jest wybitny, więc raczej nie dostanie się do dobrego gimnazjum. A nie chcę, żeby trafił do rejonowego na Jedności. Duży wpływ mają na syna rówieśnicy, a w naszej okolicy łatwo trafić w złe towarzystwo.
Komentuje Mirosława Smereka, psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 4
Obawy przed gimnazjum rejonowym w niektórych częściach miasta są uzasadnione. Ludzie widzą, kto mieszka w okolicy, jak zachowują się dzieci ich sąsiadów, i chcą od tego uciec. Stąd pewnie pomysły z przemeldowywaniem.
Nie nazwałabym tego jednak "wyścigiem szczurów". Rodzice decydują się teraz na dzieci później niż kiedyś, są dojrzalsi. Wiedzą, jak pracować z dzieckiem, jak je stymulować, żeby się dobrze rozwijało. Dlatego bacznie przyglądają się placówkom, do których je posyłają, począwszy od przedszkola.
Choć, niestety, zdarzają się też tacy, którzy liczą, że instytucja wszystko za nich załatwi. Dlatego wybierają dobrą ich zdaniem szkołę, bo jest tam dużo zajęć pozalekcyjnych i nie muszą się martwić, co dzieje się z dzieckiem, kiedy oni są w pracy.
Już w 2003 roku pisaliśmy o tym, że aby zagwarantować dziecku miejsce w dobrym gimnazjum, wystarczy je przemeldować. Od siedmiu lat najbardziej oblegane są te same gimnazja. Czytaj więcej:
** Czy to dowód na to, że wyrównywanie szans edukacyjnych w gimnazjach jest fikcją? Czekamy na opinie
- 71 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
Dziecko sprytnie zameldowane trafia do dobrej s...
elektryczny.klecznik
05.03.10, 13:13
Absolutnie nie dziwię się rodzicom. Brak troski ze strony władz owocuje tym,że ludzie biorą sprawy we własne ręce. I bardzo dobrze. Ktoś powinienwyciągnąć z tego wnioski ale pewnie, jak »
-
Niech zdefiniują "dobrą szkołę"- prawo nie zakłada
jaktojest2010
05.03.10, 17:56
Co to jest ta "dobra szkoła"? Nie ma takiego wyrażenia w ustawie o systemieoświaty. Dobra szkoła to taka, zawsze tak było, która osiąga postępy wrozwoju każdej sfery u każdego »
-
Typowy wyścig szczurów
wieza_babel1
06.03.10, 07:33
Oczywiście, wszystko "dla dobra dziecka".»
Najczęściej czytane24 htydzień





