W dolinie Baryczy, której nie ma

Beata Maciejewska
11.06.2010 , aktualizacja: 09.08.2010 13:01
A A A Drukuj
Nie ma już granicy polsko-niemieckiej w Cieszkowie, ze Żmigrodu wyprowadzili się książęta Hatzfeldtowie, a w milickim pałacu hrabiów von Maltzan uczą się przyszli leśnicy. Świat przedwojennej doliny Baryczy istnieje tylko na starych fotografiach i rycinach.
Obejrzyjcie koniecznie album "Dawna dolina Baryczy" autorstwa Kazimierza Kozicy i Ireneusza Kowalskiego. To podróż do świata, który jest jednocześnie obcy i bliski. - Urodziłem się w Miliczu, tak samo jak hrabina Maria von Maltzan. Przez całe lata uczyłem się historii, w której było miejsce tylko dla Piastów. Potem następowała długa przerwa w śląskich dziejach i dopiero rok 1945 otwierał historykom usta. Miałem pełną świadomość tego absurdu. Wprawdzie po maturze wyjechałem do Wrocławia, potem mieszkałem w Poznaniu i Bremie, ale w Miliczu zostali rodzice i często do nich wracałem. Widziałem, jak rozpadają się zamki i pałace, splądrowane przez Rosjan i polskich szabrowników, jak zarastają parki - opowiada Kowalski. To on wymyślił "Kroniki doliny Baryczy" - książkowy cykl opowieści o historii kotlin Żmigrodzkiej i Milickiej, który zaczął wydawać w 1993 r. z redakcją "Gazety Milickiej". Dotarł do dawnych mieszkańców doliny Baryczy, którzy - zrzeszeni w Ziomkostwie Milicko-Żmigrodzkim - spotykają się w Haus Schlesien, wielkim kompleksie poklasztornym w pobliżu Bonn. Organizują wieczory ojczyźniane, wydają własną gazetę, organizują seminaria, odczyty, wystawy twórczości ludowej i rękodzielniczej. Co dwa lata, zawsze w czerwcu, dawni mieszkańcy doliny Baryczy, ich dzieci i wnuki zjeżdżają się do miasteczka Springe w Dolnej Saksonii. - Chcą utrzymywać kontakty z obecnymi mieszkańcami, udostępniają swoje rodzinne archiwa, opowiadają, piszą o przeszłości tych ziem - mówi Kowalski.

W albumie, który właśnie wydał, widać ślady tych kontaktów. Są zdjęcia z archiwum hrabiów von Pückler, dawnych właścicieli Cieszkowa (spotkania przy herbacie na tarasie nieistniejącego już pałacu, polowania, korowód dożynkowy, a nawet szopka wigilijna), fotografie Hatzfeldtów (w tym zdjęcie egzotycznie wyglądającego pługu wieloskibowego, orzącego na ich polu w 1919 r.), a także portrety Maltzanów, właścicieli Milicza.

Do książki trafiło jednak także mnóstwo zdjęć, które można podpisać tylko zdaniem: "znalezione w...". - W dworze w Wierzchowicach, w dworze w Bartnikach lub w milickich kamienicach. Ludzie, którzy w 1945 r. na zawsze opuścili tę ziemię, zostawili część swojej prywatnej historii. Skupowałem te fotografie na aukcjach, szukałem po antykwariatach. Nie chcę, żeby przepadły, choć może nigdy się nie dowiem, kim była dziewczyna z warkoczem a la Julia Tymoszenko lub nowożeńcy patrzący wystraszonym wzrokiem w obiektyw aparatu - tłumaczy Kowalski.

Dużą część albumu zajmują także stare mapy Śląska i powiatu milickiego (przede wszystkim z kolekcji Kazimierza Kozicy), a także dokumenty (świadectwa szkolne, reklamy prasowe, listy zastawne) i pocztówki. Najbardziej lubię oglądać tę z Breslauer Strasse w Miliczu. Choć dużo się tu zmieniło, ulica wciąż jest Wrocławską.

** Ireneusz Kowalski, Kazimierz Kozica, Dawna dolina Baryczy, Milicz 2010

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów