Skarby z Psiego Zaułka
17.05.2010
, aktualizacja: 13.05.2010 17:37
Kościół św. Antoniego miał być w luterańskim Wrocławiu pomnikiem walczącego katolicyzmu. Wybudowany w Psim Zaułku, wciśnięty pomiędzy miejskie kamienice, czekał trzysta lat, żebyśmy docenili jego wartość. I odkryli skarby, które kryje
ZOBACZ TAKŻE
- Rodziny przemaszerują ulicami Wrocławia (11-06-10, 15:24)
- Podziękowanie za 300 lat kościoła św. Elżbiety (18-05-10, 18:55)
- Willmann zostawił ślad - niezwykłe odkrycie w kościele (09-04-10, 06:00)
- Obraz śląskiego Rembrandta odnaleziony na poddaszu (07-01-10, 07:00)
- Cud świętego Antoniego: co się stało w Psim Zaułku (07-01-10, 00:00)
Zaczęło się od porządków na kościelnym strychu. Zabrał się do nich przed świętami Bożego Narodzenia ojciec Marek Nowacki, jeden z paulinów opiekujących się świątynią. Między elementami dekoracji Bożego Grobu zauważył czarną płytę. Wyciągnął, omiótł z kurzu, zobaczył, że to obraz. Postać była niewyraźna. Jakiś zakonnik dzierżący w dłoniach krucyfiks i chorągiew z krzyżem. - To atrybuty św. Jana Kapistrana. Uznałem, że płótno przedstawia słynnego franciszkańskiego kaznodzieję. Zabrałem je do pokoju - opowiadał o. Marek.
Jeszcze nie wiedział, że patrzy na dzieło Michaela Willmanna, zwanego śląskim Rembrandtem. I że w kwietniu historycy sztuki znajdą w tym samym kościele drugi obraz Willmanna. A oprócz tego płótna - jego konkurenta Johanna Claessensa z Antwerpii. I kilku innych artystów, mających wprawdzie gorszy PR, ale równie dobry warsztat.
Wrocławskie lobby świętego
- Nie mieliśmy pojęcia, że wyposażenie kościoła jest tak cenne. Nikt go dokładnie nie zbadał. Ani my, ani niemieccy historycy sztuki. Ale na tym polega urok naszego zawodu. Szczepionki na raka przecież nie odkryjemy, ale nieznane "willmanny" mogą się trafić i uczynić świat ładniejszym - mówi dr Piotr Oszczanowski, historyk sztuki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Od lat tropi zaginione dzieła sztuki. Z sukcesami. I to on zidentyfikował Willmanna ze strychu.
- Światłocień, sposób modelowania twarzy, kładzenia pędzlem farby... od razu było widać, że to obraz bardzo dużej klasy. Konsultowałem się z dr. Andrzejem Koziełem i dr Bożeną Steinborn, wybitnymi znawcami Willmanna, którzy uznali płótno za dzieło "śląskiego Rembrandta" - tłumaczy dr Oszczanowski.
Analiza chemiczna farb użytych przez malarza potwierdziła domysły Oszczanowskiego. To Willmann. Jedno z ostatnich płócien mistrza, namalowane ok. 1690 roku. Tuż po kanonizacji kaznodziei.
- Znalazłem informacje wskazujące na to, że pierwsze starania o wyniesienie Jana Kapistrana na ołtarze podjęli wrocławianie. To oczywiście trzeba będzie jeszcze potwierdzić, ale faktem jest, że Jan Kapistran odcisnął mocny ślad na historii tego miasta - mówi Oszczanowski.
Ogień na niewiernych
Z okna kamienicy na pl. Solnym (tam, gdzie dziś jest cukiernia La Scala) franciszkanin nawoływał w 1453 roku do walki z husytami i Turkami, a potem trwożył serca wrocławian mówiąc o śmierci i Sądzie Ostatecznym. W efekcie jego słuchacze rozniecili ogromne ognisko, do którego wrzucali przedmioty zbytku, kości do gry i karty. Kilka miesięcy później spalili też wrocławskich Żydów oskarżonych o zlecenie kradzieży hostii z kościoła w Długołęce (śledztwo ze strony kościelnej prowadziła komisja złożona z Jana Kapistrana, biskupa wrocławskiego Piotra Nowaka i jednego z kanoników wrocławskich).
Widać na obrazie płonące stosy. A także jeźdźców w orientalnych strojach i - na pierwszym planie - zwycięskiego Jana Kapistrana.
- To triumf katolicyzmu nad niewiernymi. Tym niewiernym jest prawdopodobnie Turek. Europa przeżywała jeszcze strach przed zagrożeniem tureckim i radość po wiedeńskiej wiktorii. Ale może to być także Żyd lub luteranin. Wrocławscy protestanci, oglądając ten obraz, doskonale zdawali sobie sprawę, do jakiej kategorii zaliczają ich katoliccy sąsiedzi - mówi dr Oszczanowski.
Nawet chorągiewka wieży kościelnej otrzymuje kształt postaci św. Jana Kapistrana dzierżącego w dłoni swój antyturecki sztandar. Zwycięstwo musi być jego.
Kamień od biskupa
Maj 1685 roku. Biskup wrocławski oraz starosta generalny Śląska Franz Ludwig von Neuburg święci kamień węgielny nowej świątyni franciszkańskiej w Psim Zaułku (dziś ul. św. Antoniego, nazwa została zmieniona na prośbę biskupa w 1718 roku). Będzie umieszczony pod progiem wejścia do zakrystii kościoła. To wielki dzień dla biskupa Ludwiga.
Po pierwsze, jest protektorem franciszkanów na Śląsku. Wspomagał ich starania o odszkodowanie za krzywdy wyrządzone w 1522 roku przez luterańską radę miejską, która wyrzuciła zakonników z klasztoru na Nowym Mieście (dziś Muzeum Architektury). Walczyli o swoje przeszło 150 lat, ale w końcu zwyciężyli. Rada musiała wypłacić im 10 tysięcy talarów rekompensaty.
Po drugie, franciszkanie będą budować kościół i klasztor w obrębie murów miejskich. To pierwsza od średniowiecza tak duża inwestycja Kościoła katolickiego we Wrocławiu. I znak, że katolicy nie złożyli broni w ideologicznej wojnie z luteranami.
Ale wojna kosztuje. Biskup o tym dobrze wie i nie zamierza żałować na budowę i wyposażenie świątyni. Musi zachwycić. Pozwala zakonnikom brać cegły ze swojego składu budowlanego, otwiera szeroko sakiewkę.
Ostatni będą pierwszymi
- Projekt świątyni jest bardzo ciekawy, pochodzi z samej Italii. Nie ma drugiej takiej na Śląsku. Podobne zobaczymy w Rzymie (np. S. Andrea della Valle), w Wiedniu (jezuicki kościół uniwersytecki) i w Linzu (pw. św. Ignacego Loyoli) - mówi dr Piotr Oszczanowski.
Ale o tym wiedzą tylko znawcy. Wrocławski kościół nie jest widoczny z daleka, ma szarą fasadę, zlewa się z otoczeniem. Za to wnętrze budzi podziw wszystkich. Wyrafinowanych kolekcjonerów dzieł sztuki i zwykłych wrocławian, ciekawych, jak też zakonnicy się urządzili. A urządzają się długo.
Jeszcze nie wiedział, że patrzy na dzieło Michaela Willmanna, zwanego śląskim Rembrandtem. I że w kwietniu historycy sztuki znajdą w tym samym kościele drugi obraz Willmanna. A oprócz tego płótna - jego konkurenta Johanna Claessensa z Antwerpii. I kilku innych artystów, mających wprawdzie gorszy PR, ale równie dobry warsztat.
Wrocławskie lobby świętego
- Nie mieliśmy pojęcia, że wyposażenie kościoła jest tak cenne. Nikt go dokładnie nie zbadał. Ani my, ani niemieccy historycy sztuki. Ale na tym polega urok naszego zawodu. Szczepionki na raka przecież nie odkryjemy, ale nieznane "willmanny" mogą się trafić i uczynić świat ładniejszym - mówi dr Piotr Oszczanowski, historyk sztuki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Od lat tropi zaginione dzieła sztuki. Z sukcesami. I to on zidentyfikował Willmanna ze strychu.
- Światłocień, sposób modelowania twarzy, kładzenia pędzlem farby... od razu było widać, że to obraz bardzo dużej klasy. Konsultowałem się z dr. Andrzejem Koziełem i dr Bożeną Steinborn, wybitnymi znawcami Willmanna, którzy uznali płótno za dzieło "śląskiego Rembrandta" - tłumaczy dr Oszczanowski.
Analiza chemiczna farb użytych przez malarza potwierdziła domysły Oszczanowskiego. To Willmann. Jedno z ostatnich płócien mistrza, namalowane ok. 1690 roku. Tuż po kanonizacji kaznodziei.
- Znalazłem informacje wskazujące na to, że pierwsze starania o wyniesienie Jana Kapistrana na ołtarze podjęli wrocławianie. To oczywiście trzeba będzie jeszcze potwierdzić, ale faktem jest, że Jan Kapistran odcisnął mocny ślad na historii tego miasta - mówi Oszczanowski.
Ogień na niewiernych
Z okna kamienicy na pl. Solnym (tam, gdzie dziś jest cukiernia La Scala) franciszkanin nawoływał w 1453 roku do walki z husytami i Turkami, a potem trwożył serca wrocławian mówiąc o śmierci i Sądzie Ostatecznym. W efekcie jego słuchacze rozniecili ogromne ognisko, do którego wrzucali przedmioty zbytku, kości do gry i karty. Kilka miesięcy później spalili też wrocławskich Żydów oskarżonych o zlecenie kradzieży hostii z kościoła w Długołęce (śledztwo ze strony kościelnej prowadziła komisja złożona z Jana Kapistrana, biskupa wrocławskiego Piotra Nowaka i jednego z kanoników wrocławskich).
Widać na obrazie płonące stosy. A także jeźdźców w orientalnych strojach i - na pierwszym planie - zwycięskiego Jana Kapistrana.
- To triumf katolicyzmu nad niewiernymi. Tym niewiernym jest prawdopodobnie Turek. Europa przeżywała jeszcze strach przed zagrożeniem tureckim i radość po wiedeńskiej wiktorii. Ale może to być także Żyd lub luteranin. Wrocławscy protestanci, oglądając ten obraz, doskonale zdawali sobie sprawę, do jakiej kategorii zaliczają ich katoliccy sąsiedzi - mówi dr Oszczanowski.
Nawet chorągiewka wieży kościelnej otrzymuje kształt postaci św. Jana Kapistrana dzierżącego w dłoni swój antyturecki sztandar. Zwycięstwo musi być jego.
Kamień od biskupa
Maj 1685 roku. Biskup wrocławski oraz starosta generalny Śląska Franz Ludwig von Neuburg święci kamień węgielny nowej świątyni franciszkańskiej w Psim Zaułku (dziś ul. św. Antoniego, nazwa została zmieniona na prośbę biskupa w 1718 roku). Będzie umieszczony pod progiem wejścia do zakrystii kościoła. To wielki dzień dla biskupa Ludwiga.
Po pierwsze, jest protektorem franciszkanów na Śląsku. Wspomagał ich starania o odszkodowanie za krzywdy wyrządzone w 1522 roku przez luterańską radę miejską, która wyrzuciła zakonników z klasztoru na Nowym Mieście (dziś Muzeum Architektury). Walczyli o swoje przeszło 150 lat, ale w końcu zwyciężyli. Rada musiała wypłacić im 10 tysięcy talarów rekompensaty.
Po drugie, franciszkanie będą budować kościół i klasztor w obrębie murów miejskich. To pierwsza od średniowiecza tak duża inwestycja Kościoła katolickiego we Wrocławiu. I znak, że katolicy nie złożyli broni w ideologicznej wojnie z luteranami.
Ale wojna kosztuje. Biskup o tym dobrze wie i nie zamierza żałować na budowę i wyposażenie świątyni. Musi zachwycić. Pozwala zakonnikom brać cegły ze swojego składu budowlanego, otwiera szeroko sakiewkę.
Ostatni będą pierwszymi
- Projekt świątyni jest bardzo ciekawy, pochodzi z samej Italii. Nie ma drugiej takiej na Śląsku. Podobne zobaczymy w Rzymie (np. S. Andrea della Valle), w Wiedniu (jezuicki kościół uniwersytecki) i w Linzu (pw. św. Ignacego Loyoli) - mówi dr Piotr Oszczanowski.
Ale o tym wiedzą tylko znawcy. Wrocławski kościół nie jest widoczny z daleka, ma szarą fasadę, zlewa się z otoczeniem. Za to wnętrze budzi podziw wszystkich. Wyrafinowanych kolekcjonerów dzieł sztuki i zwykłych wrocławian, ciekawych, jak też zakonnicy się urządzili. A urządzają się długo.
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć