Ziemie Odzyskane i miłośnicy pokoju
18.09.2008
, aktualizacja: 18.09.2008 16:23
Wystawę Ziem Odzyskanych zwiedziło latem i jesienią 1948 roku 1,5 mln osób. Na czas wystawy usunięto z Wrocławia prostytutki i ulicznych handlarzy. W zamian zwieziono z całego świata intelektualistów, którzy mieli bronić pokoju przed faszystami. Wielka propagandowa operacja musiała się udać

Delegatką na Kongres była m.in. córka Marii Skłodowskiej-Curie, Ewa (z prawej). Obok Eugenia Cotton.
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia

Jarosław Iwaszkiewicz (z prawej) przewodniczył polskiej delegacji na Kongres.
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia

Pablo Picasso przyleciał na Kongres Obrońców Pokoju specjalnym samolotem podstawionym przez władze PRL (na zdjęciu z tłumaczką Ewą Lipińską).
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia

Pawilon przemysłowy WZO
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia

Na otwarcie wystawy w dniu 21 lipca 1948 roku przybyły tłumy
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia

Pamiątką po WZO pozostała iglica
Fot. Adam Czelny / Zbiory Muzeum Miejskiego Wrocławia
Wystawa Ziem Odzyskanych została otwarta 21 lipca 1948 roku i trwała do końca października. Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju odbył się pod koniec sierpnia tego samego roku w auli Politechniki Wrocławskiej. Oba wydarzenia miały wspólny cel. Dowieść, że przyłączone do macierzy ziemie zachodnie stanowią nierozerwalną część Polski i zamieniły się w krainę mlekiem i miodem płynącą, oraz przekonać świat, że Wrocław, Szczecin i Gdańsk tylko w polskich rękach dają gwarancję zachowania na świecie pokoju.
Mocna w wyrazie twarz Robotnika
WZO była wielkim przedsięwzięciem propagandowym. Zaangażowano przy niej setki artystów, którzy malowali plakaty i obrazy, rzeźbili figury realistyczne i alegoryczne, na plastycznych mapach dowodząc wyższości polskiej gospodarki nad gospodarką niemiecką. Jan Cybis, Stanisław Dawski, Xawery Dunikowski, Eryk Lipiński, Jerzy Wolff, Stanisław i Wojciech Zamecznikowie, dziesiątki największych i mniejszych wówczas artystów. Pisząc o wystawie, używano metafory księgi. "Zwiedzać wystawę to jakby szybko czytać wielką księgę o Polsce" - pisali z entuzjazmem dziennikarze. "Będziemy wspólnie czytać tę księgę" - mówili organizatorzy. "Przewróćmy kolejną stronę tego eseju o współczesnej Polsce" - zachęcali przewodnicy. Jednak bardziej niż Ziemiami Odzyskanymi wystawa zajmowała się przewagami najlepszego ustroju na świecie, który właśnie nastał w Polsce.
Zwiedzających WZO witała rzeźba "Robotnik" dłuta Xawerego Dunikowskiego. "Mocna w wyrazie twarz Robotnika, na którą pada wzrok każdego wchodzącego na teren Wystawy, wzniesione w górę robotnicze ramię mówią, że odbudowa gospodarcza Ziem Odzyskanych jest dziełem pracowniczych rąk" - pisano w przewodniku po WZO. "Że kopalnie i fabryki Dolnego i Górnego Śląska, miasta i wsie Nadodrza, porty Wybrzeża - odbudowane są trudem robotników Ziem Odzyskanych, pierwszych budowniczych Polski na Zachodzie''.
Wystawa pierwotnie miała odbyć się w 1947 roku w Poznaniu, ale nie wyszło, wybrano Wrocław. Ostateczne decyzje o organizacji WZO zapadły dopiero w marcu 1948 roku, a otwarcie zaplanowano w przeddzień święta Polski Ludowej. Termin był tak krótki, a plany tak wielkie, że wydawało się to niemożliwe. Kiedy jednak przygotowania ruszyły, okazało się, że możliwe jest wszystko, i nikt na organizacji wystawy nie będzie oszczędzać. Pierwszy budżet WZO - 43 mln zł - w 1947 roku uznano za zbyt wysoki. W 1948 roku rósł błyskawicznie - 113 mln na uporządkowanie Wrocławia, 51 mln na zabezpieczenie terenów wystawowych, łącznie ponad 700 mln zł. Na urządzenie trawników, plant i skwerów zużyto 100 tys. kwiatów i 2 t nasion trawy. 21 kwietnia, gdy zaczęto porządkować plac pod 48 pawilonów przemysłowych (dzisiejsza nowa część wrocławskiego zoo), pełno jeszcze było na nim zapór przeciwczołgowych, zniszczonego sprzętu wojskowego i nierozbrojonych min. 21 lipca wybudowane na placu wystawowe miasteczko było gotowe na przyjęcie gości.
Tereny wystawowe otoczyła milicja i Służba Bezpieczeństwa. Prostytutki, których było wtedy we Wrocławiu dużo, uliczni handlarze, których było jeszcze więcej, politycznie podejrzani i podejrzani w ogóle byli aresztowani na czas bliżej nieokreślony. Z murów usuwano częste jeszcze niemieckie szyldy i reklamy. Wystawa musiała się udać.
Kamienie mówią, a Odra szumi po polsku
W trzy lata po konferencji w Poczdamie, która podzieliła Europę, coraz mniej państw było z tego podziału zadowolonych. Najpierw sekretarz stanu USA James Byrnes, a później Winston Churchill zakwestionowali granicę zachodnią Polski. Ogłoszono tzw. doktrynę Trumana o powstrzymywaniu komunizmu. Amerykańska i brytyjska strefa okupacyjna Niemiec zostały połączone w Bizonię. Rosjanie zablokowali lądowy dostęp do Berlina Zachodniego; żywność dostarczano berlińczykom "mostem powietrznym''. Związek Radziecki, a potem Polska i inne kraje socjalistyczne odrzuciły plan Marshalla. Żelazna kurtyna opuszczona w poprzek kontynentu dzieliła Europę coraz skuteczniej. Groźba wybuchu III wojny światowej brzmiała coraz bardziej prawdopodobnie.
W samym środku konfliktu znalazła się Polska. II wojnę światową zakończyła wśród zwycięzców, ale okazało się, że 47 proc. jej terytorium znalazło się po wojnie w granicach ZSRR. Ziemie zachodnie otrzymane w zamian były wcześniej częścią Niemiec. Nie wolno było mówić, że Polska dostała je w nagrodę za udział w wojnie, bo mogłoby to wywołać pytanie o utracone 47 proc. Wolno było mówić o Ziemiach Odzyskanych oraz o sprawiedliwym powrocie Polski na prastare piastowskie ziemie.
Wystawa miała udowodnić przede wszystkim Niemcom, że nie tylko kamienie we Wrocławiu mówią po polsku. W pawilonie poświęconym Odrze umieszczono wielki napis "Odra szumi po polsku". Pokazywany film dowodził, że Odra "w granicach niemieckich nie mogła być wykorzystywana jako linia komunikacyjna, a Śląsk dusił się gospodarczo". Plansze w pawilonie górniczym wyszydzały "rabunkową gospodarkę Niemców w kopalniach". Szereg map ilustrowało tezę, że "opanowanie ziem nad Odrą zawsze prowadzi Niemcy do agresji na całość ziem polskich". "Przed wojną - tłumaczyli przewodnicy - ziemie zachodnie były bazą imperializmu niemieckiego, dopiero nowy ustrój społeczny Polski Ludowej wyzwolił na ich terenie niespożyte siły energii dla twórczej i pokojowej pracy. Fabryka, która produkowała peryskopy dla U-Bootów, w Polsce wytwarza mikroskopy do badań naukowych. Dawna wytwórnia cyklonu produkuje nawozy sztuczne. A przemysł papierniczy zamiast dostarczać papier na druk "Mein Kampf", dostarcza go na podręczniki szkolne".
Kopalnia, rybacka chata i wierzba
Największa część WZO, mieszcząca się w Hali Ludowej (dziś Stulecia), poświęcona była osiągnięciom socjalizmu. "Eksponatem tej wystawy będzie Żywy Człowiek, który przybędzie na Wystawę, by zamanifestować swe uczucia patriotyczne i zaufanie dla zdobyczy Polski Ludowej oraz niezłomną wolę utrzymania Ziem Odzyskanych" - pisano w przewodniku po wystawie. W Rotundzie Zwycięstwa umieszczona została rzeźba współczesnego Światowida o trzech twarzach: robotnika, chłopa i inteligenta pracującego.
Żywy Człowiek stawał na wystawie twarzą w twarz z ludźmi z pierwszych stron gazet. W pawilonie "Człowiek" zebrano opatrzone życiorysami fotografie 200 przodowników pracy oraz zdjęcia robotników, którzy dzięki wzorowej i uczciwej pracy stanęli na czele swoich zakładów. Asem wśród wyróżnionych przodowników był Wincenty Hajduk z kopalni Kazimierz-Juliusz, który wykonał 571 proc. normy. Wśród kobiet dziewiarka Maria Lewin z Legnicy, która wykonała w marcu 356 proc., a w kwietniu 401 proc. Widniały na wystawie także fotografie innych bohaterów pracy socjalistycznej - towarzysza Michała Noska, który ze ślusarza stał się naczelnym dyrektorem Zaodrzańskich Zakładów Budowy Mostów i Wagonów w Zielonej Górze, i towarzysza Henryka Duchińskiego, byłego robotnika, a później naczelnego dyrektora garbarni Borków.
Niedaleko hali powstał 12-metrowy górniczy chodnik z drewnianymi stemplami podtrzymującymi strop i taśmociągiem transportującym prawdziwy węgiel, brakowało tylko szybu w głąb ziemi. Przywiezieni z Wałbrzycha górnicy na oczach widzów rąbali węgiel na przodku. W Pawilonie Rybackim wybudowano drewnianą rybacką chatę z prawdziwym jeziorem z rybami i płaczącą wierzbą na brzegu, a w Pawilonie Wsi Polskiej stanęło wzorcowe gospodarstwo rolne z oborą pełną krów, których mleka można było napić się wprost na wystawie, z końmi i owcami. Zwiedzający rolnicy z największym zainteresowaniem oglądali jednak ciągnik "Ursus", którego akurat nie produkowano na Ziemiach Odzyskanych. Amerykanom wytknięto, że puszki z UNRRA wcale Polakom nie smakowały, w odróżnieniu od puszek rodzimych, "które nie tylko o głowę przewyższają konserwy importowane, ale jeszcze trafiają w polski smak".
Tę wystawę muszą zobaczyć wszyscy
1
2
następne »




