Żużel: Czas lokalnych patriotów

Jakub Michalak
2006-12-07 , aktualizacja: 07.12.2006 00:00
A A A Drukuj
Kilka klubów ekstraligi stworzyło składy, kontraktując niemal wyłącznie własnych wychowanków. Atlas nie miał szans na zrealizowanie takiej koncepcji. Bo nie ma wartościowych... wychowanków.
W Lesznie, Toruniu i Zielonej Górze prezesi zbudowali mocne składy, sięgając po własnych wychowanków. W Częstochowie od kilku sezonów jeżdżą ikony Włókniarza - Sławomir Drabik i Sebastian Ułamek. W Rzeszowie w składzie pojawią się rodowici "stalowcy" - Kuciapa i Miesiąc, a Unia Tarnów pozostawiła w zespole Kołodzieja i Marcina Rempałę. Atlas nawet jakby chciał, nie mógłby wpisać się w tendencję tworzenia mocnych zespołów, opierająca się wyłącznie na kontraktowaniu własnych wychowanków.

Klub z Mickiewicza, praktycznie nie szkoli nowych żużlowców... Figurujący w kadrze Mateusz Jaworski i Bartosz Kozaczuk mają już 19 lat i co najwyżej mogą wyjść na przedmeczową prezentację do zdjęcia. Opowieści trenera Marka Cieślaka o nowych talentach też można włożyć między bajki. W przeszłości takim samym talentem miał być przecież Andrzej Ruszkiewicz, ale obserwując jego sprzętowy dramat podczas imprez młodzieżowych, nietrudno się domyślić, dlaczego szybko o nim zapomniano. Co ciekawe, gdy kilka tygodni temu wprowadzono zapis, że w składzie musi znaleźć się jeden krajowy junior, największa panika wybuchła oczywiście w WTS-ie. Trener Cieślak zmuszony został wydzwaniać do Alana Marcinkowskiego (ZKŻ) i Andrzeja Głuchego (Stal), namawiając ich do startów w Atlasie.

Inna sprawa, że Atlas nie ma nawet klasowych seniorów, których mógłby teraz sprowadzić, w myśl sentencji "postawmy na swoich". Jedynym rodowitym wrocławianinem będzie w składzie przeciętny Krzysztof Słaboń, który wrócił do Atlasu z Torunia, a żużlową licencję zdawał w barwach Polonii Bydgoszcz. Z kolei Piotr Świderski uczył się żużla na Stadionie Olimpijskim, ale pochodzi z Rawicza.

W efekcie nasz klub może tylko pozazdrościć sytuacji, w jakiej znalazła się choćby Unia Leszno. Ma braci Kasprzaków, Balińskiego i Hampela. Wszyscy związani są z dawnym województwem leszczyńskim, a jeśli dołożyć do tego Leigh Adamsa, który startuje w Unii od ponad dziesięciu lat, wówczas identyfikacja fanów z drużyną osiąga swoiste maksimum. Podobnie jest w Zielonej Górze, gdzie krajowymi liderami będą dawni wychowankowie Morawskiego Zielona Góra - Piotr Protasiewicz (sprowadzony z Polonii Bydgoszcz) i Grzegorz Walasek. W Toruniu jest jeszcze lepiej, bo Unibax bazuje na Miedzińskim, Ząbiku, Jagusiu, Kościesze, cała czwórka rozpoczynała kariery w Apatorze. Na dodatek skład wzmocnił, odkryty dla polskiej ligi przez trenera Jana Ząbika Australijczyk Ryan Sullivan.

W 2001 roku ówczesny trener Polonii Piła Janusz Michaelis, zachwalając formę żużlowców Apatora Toruń (zdobyli mistrzostwo Polski), trafnie zauważył: - Moim zdaniem o wysokiej formie tego zespołu decyduje patriotyzm lokalny, sprawniejsza komunikacja. Łatwiej jest prowadzić treningi i wspólnie rozwiązywać problemy. No i miejscowym żużlowcom zawsze bardziej wstyd z powodu słabszych występów wobec kibiców i znajomych - zakończył.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że najważniejsze, by drużyna była silna, a mniej istotne jest miejsce pochodzenia zawodników. Zgadza się, tylko że w przypadku WTS-u akurat może to mieć znaczenie. Już w minionym sezonie obserwowaliśmy w kilku meczach niską frekwencję. Nie można wykluczyć, że była spowodowana właśnie brakiem własnych wychowanków w składzie, co od lat było bolączką WTS-u. Oby tylko w nowym sezonie taka zależność (wychowankowie - kibice) nie znalazła uzasadnienia w praktyce.

Dla Gazety

Robert Dowhan

prezes ZKŻ-etu Zielona Góra

Zawsze chciałem, by w naszym klubie jeździli zawodnicy związani z regionem. Tacy, którzy utożsamiają się z miastem, bo to pozytywnie wpływa na emocje meczowe. Nie ukrywam, że nasza polityka transferowa świadomie zmierzała w kierunku sprowadzenia do Zielonej Góry własnych wychowanków. Już rok temu namówiłem do jazdy w ZKŻ-ecie Grześka Walaska, choć byliśmy w I lidze. Teraz udało się sprowadzić Piotrka Protasiewicza.

Ciężko mi powiedzieć, czy posiadanie własnych wychowanków w składzie ma wpływ na frekwencję. Osobiście zawsze uważałem jednak, że lepiej, gdy Protasiewicz zdobędzie pięć, siedem punktów, niż ma je zdobyć para obcokrajowców, których nazwisk kibice nie będą potrafili wymówić.

Wojciech Stępniewski

prezes Unibaksu Toruń

Celowo sprowadzaliśmy żużlowców związanych z miastem. Po pierwsze, to nasi wychowankowie, a po drugie, są przecież nie najgorszej klasy. Podejrzewam, że gdyby Tomek Chrzanowski nie był wcześniej po słowie z działaczami Lotosu Gdańsk także by do nas dołączył [jest wychowankiem Apatora - red.]. Nasz klub zawsze słynął z wychowanków, od lat wypuszczał w Polską partię zdolnej młodzieży. Dlatego teraz możemy znów sięgnąć po naszych żużlowców, a są takie kluby, które nie mają takiej możliwości. Bo przecież nigdy nie prowadziły kompleksowego szkolenia. W Toruniu wychodzimy z założenia, że żużel jest dla kibiców, a nie kibice dla żużla. Sam pan dobrze wie, że we Wrocławiu w ubiegłym roku jeździły takie gwiazdy jak Crump czy Andersen, a na trybunach siedziało około trzech tysięcy kibiców.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Żużel: Czas lokalnych patriotów wojtekem1 07.12.06, 23:44

    Ilość kasy krążąca w speedwayu spadła i jeździć blisko domu jest taniej - ot i cały patriotyzm!... Wrocław szkoli najlepszą młodzież koszykarską, w składzie Śląska chyba zero tzw. »

  • Żużel: Czas lokalnych patriotów matiasz3 08.12.06, 07:39

    ten prezes unibaxu to jednak jest kolek, nawet nie wie dlaczego we wroclawiu siedzialo nie po 3 ale po 5 tys kibicow. no ale czogo wymagac od prowincjusza»