Wrocław. Kontrolerzy biletów MPK chcą szacunku
29.07.2009
, aktualizacja: 29.07.2009 21:35
- Pasażerowie bez biletu są jak dzieci. Tłumaczą się dokładnie tak samo jak uczniowie, którzy zapomnieli zadania - mówi Krzysztof, jeden z kontrolerów wrocławskiego MPK, kiedyś nauczyciel historii
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Na własnej skórze, czyli gdzie nas ma MPK (22-02-12, 16:15)
- Kontrolerami w tramwajach i autobusach będą studenci (09-12-09, 09:00)
- MPK pozywa do sądów gapowiczów za niepłacenie kar (21-11-09, 10:00)
- Kontrolerzy MPK umundurowani, ale nie wszyscy (30-09-09, 18:42)
- Niech ktoś powie kanarom, że to nie jest wojna (28-07-09, 12:08)
- Wrocławscy kontrolerzy MPK już nie incognito (10-07-09, 21:11)
- Wrocław. W tramwajach drżyjcie, gapowicze (06-07-09, 15:52)
SERWISY
Mija miesiąc, od kiedy kontrolowaniem biletów w tramwajach i autobusach zajmuje się MPK. Postanowiliśmy sprawdzić, co się zmieniło. Wiele się bowiem miało zmienić. Przede wszystkim mentalność kontrolerów i filozofia ich pracy. MPK zależy, by wrocławianie zaczęli ich wreszcie szanować. Dlatego zdecydowało, że kontrolerzy będą pracować w eleganckich mundurach. Nie będzie już polowania na gapowiczów. Nikt nie będzie zaskakiwał pasażerów nagłym "Bileciki do kontroli". Ma być kulturalnie i po europejsku. - Nie chcemy wstydzić się, że kontrolujemy. Niech wstydzą się ci, którzy jeżdżą na gapę - przekonywała rzeczniczka MPK Iwona Czarnacka.
Na skwerze przy pl. Legionów umówiliśmy się w środę z parą kontrolerów, by towarzyszyć im w pracy. Przyszli ubrani po sportowemu. On w sandałach i krótkich spodenkach. Ona w koszulce na ramiączkach i czapce z daszkiem. Szybko wyjaśnili, że mundury są dopiero szyte. Mają być gotowe w sierpniu. - Mundury to dobry pomysł - mówi Krzysztof. - Poznań już dawno je wprowadził. Mundur ma uruchamiać sygnał "Skasuj bilet". Kontroler jest od kontrolowania, a nie od łapania gapowiczów. To zasadnicza różnica. Nie zależy mi, by wystawić jak najwięcej mandatów. Mam przekonać ludzi, by kupowali i kasowali bilety.
Krzysztof jako kontroler pracuje od kilku miesięcy. Wcześniej uczył historii w małej miejscowości pod Zgorzelcem. Świetnie zna angielski: - Przyjechałem do Wrocławia i nie mogłem znaleźć pracy. Jako kontrolerowi bardzo mi się przydaje teraz to doświadczenie ze szkoły, bo pasażerowie, którzy nie mają biletu, zachowują się jak gimnazjaliści. Tłumaczą się tak samo jak uczniowie, którzy zapomnieli zadania.
Wsiadamy do autobusu 704, który kursuje po remontowanej ul. Grabiszyńskiej. Krzysztof idzie na tył pojazdu. Jego koleżanka Ula staje przy kierowcy. Wyjmują identyfikatory. - Dzień dobry, kontrola biletów - mówią i ruszają od pasażera do pasażera. Po chwili mają już pierwszą osobę bez biletu. - Nie skasowałam, bo myślałam, że w autobusie zastępczym nie muszę - mówi młoda kobieta. - Często tędy jeżdżę, ale to pierwsza kontrola. Szok, bo oni nie wyglądają na kontrolerów, ale byli uprzejmi.
Jazda bez biletu będzie panią Anetę kosztować 120 zł. - Trudno, miałam pecha - mówi pasażerka.
W kolejnym autobusie Krzysztof spisuje następną gapowiczkę. - Zapomniałam skasować, bo zaczęłam rozwiązywać krzyżówkę. Chwila nieuwagi i proszę - tłumaczy pasażerka, właścicielka gabinetu kosmetycznego. Pytamy, jak się nazywa. - Nie powiem, przecież to straszny wstyd być złapanym na jeździe bez biletu - mówi. Po chwili okazuje się, że pani miała bilet, ale nie wypełniła okienek, gdzie trzeba podać, z jakich linii zamierza się korzystać.
- Najwięcej gapowiczów jest w poniedziałki, bo po weekendzie ludzie są jacyś zakręceni. Tłumaczą, że zapomnieli kupić bilet lub komuś pożyczyli - mówi Ula. - Mamy swoje złote trasy: Legnicka, Grabiszyńska, autobusy na Nowy Dwór i Kozanów. W "612" spisaliśmy rano siedem osób. Mogłoby być tam pięciu kanarów, bo rąk brakowało, by wypisywać mandaty.
- Unikaj słowa "kanary". Jesteśmy kontrolerami - poucza Ulę Krzysztof.
- Kolega jest bardzo dobry. Jak ktoś ma bilet, pozwala mu go skasować - mówi kontrolerka. - Ja takich rzeczy nie robię, bo to niczego nie uczy. Często spotykam drugi raz tę osobę, a ona znów jedzie bez biletu.
Ula jest kontrolerką od pięciu lat. - Mój ojciec był kontrolerem, a ja skończyłam technikum handlowe i nie miałam pracy. Poszłam w ślady ojca, ale już kilka razy chciałam się zwalniać. Pierwszy raz po trzech tygodniach, gdy pasażer rzucił mi się do szyi i zaczął dusić. Potem się to już nie powtórzyło.
Ula zdradza nam, jakie tramwaje i autobusy kontrolerzy wybierają najczęściej. - Stoimy i patrzymy, który autobus warto zrobić - mówi kontrolerka. - Nie może być tłoku. Autobus musi być, jak ja to mówię, przezroczysty, co oznacza, że pasażerowie nie mogą mi zasłaniać kolegi. Muszę mieć z nim kontakt wzrokowy. Nie możemy się rozdzielać. Raz jeden kolega wysiadł sam i dostał na przystanku w twarz. Takie rzeczy się zdarzają, ale nieczęsto.
Krzysztof przyznaje, że pasażerowie bywają agresywni: - Trzeba być wobec nich stanowczym i konsekwentnym. Rano pasażer włożył mi do kieszeni 50 zł. Gapowicze często zaczynają rozmowę od "Może się dogadamy". To działa na mnie jak płachta na byka, bo ja chcę jutro przyjść do pracy. Bywają scysje, ale zapominam o nich, jak tylko wysiądę na przystanku. To praca jak każda inna, tylko mniej wdzięczna.
Ula szczególnie lubi pracować nocą: - Lubię jak około północy autobusy zjeżdżają się na parking przed Pekaesem. Potem rozjeżdżają się każdy w inną stronę, a my możemy patrzeć i wybierać, który z nich zrobić.
Na skwerze przy pl. Legionów umówiliśmy się w środę z parą kontrolerów, by towarzyszyć im w pracy. Przyszli ubrani po sportowemu. On w sandałach i krótkich spodenkach. Ona w koszulce na ramiączkach i czapce z daszkiem. Szybko wyjaśnili, że mundury są dopiero szyte. Mają być gotowe w sierpniu. - Mundury to dobry pomysł - mówi Krzysztof. - Poznań już dawno je wprowadził. Mundur ma uruchamiać sygnał "Skasuj bilet". Kontroler jest od kontrolowania, a nie od łapania gapowiczów. To zasadnicza różnica. Nie zależy mi, by wystawić jak najwięcej mandatów. Mam przekonać ludzi, by kupowali i kasowali bilety.
Krzysztof jako kontroler pracuje od kilku miesięcy. Wcześniej uczył historii w małej miejscowości pod Zgorzelcem. Świetnie zna angielski: - Przyjechałem do Wrocławia i nie mogłem znaleźć pracy. Jako kontrolerowi bardzo mi się przydaje teraz to doświadczenie ze szkoły, bo pasażerowie, którzy nie mają biletu, zachowują się jak gimnazjaliści. Tłumaczą się tak samo jak uczniowie, którzy zapomnieli zadania.
Wsiadamy do autobusu 704, który kursuje po remontowanej ul. Grabiszyńskiej. Krzysztof idzie na tył pojazdu. Jego koleżanka Ula staje przy kierowcy. Wyjmują identyfikatory. - Dzień dobry, kontrola biletów - mówią i ruszają od pasażera do pasażera. Po chwili mają już pierwszą osobę bez biletu. - Nie skasowałam, bo myślałam, że w autobusie zastępczym nie muszę - mówi młoda kobieta. - Często tędy jeżdżę, ale to pierwsza kontrola. Szok, bo oni nie wyglądają na kontrolerów, ale byli uprzejmi.
Jazda bez biletu będzie panią Anetę kosztować 120 zł. - Trudno, miałam pecha - mówi pasażerka.
W kolejnym autobusie Krzysztof spisuje następną gapowiczkę. - Zapomniałam skasować, bo zaczęłam rozwiązywać krzyżówkę. Chwila nieuwagi i proszę - tłumaczy pasażerka, właścicielka gabinetu kosmetycznego. Pytamy, jak się nazywa. - Nie powiem, przecież to straszny wstyd być złapanym na jeździe bez biletu - mówi. Po chwili okazuje się, że pani miała bilet, ale nie wypełniła okienek, gdzie trzeba podać, z jakich linii zamierza się korzystać.
- Najwięcej gapowiczów jest w poniedziałki, bo po weekendzie ludzie są jacyś zakręceni. Tłumaczą, że zapomnieli kupić bilet lub komuś pożyczyli - mówi Ula. - Mamy swoje złote trasy: Legnicka, Grabiszyńska, autobusy na Nowy Dwór i Kozanów. W "612" spisaliśmy rano siedem osób. Mogłoby być tam pięciu kanarów, bo rąk brakowało, by wypisywać mandaty.
- Unikaj słowa "kanary". Jesteśmy kontrolerami - poucza Ulę Krzysztof.
- Kolega jest bardzo dobry. Jak ktoś ma bilet, pozwala mu go skasować - mówi kontrolerka. - Ja takich rzeczy nie robię, bo to niczego nie uczy. Często spotykam drugi raz tę osobę, a ona znów jedzie bez biletu.
Ula jest kontrolerką od pięciu lat. - Mój ojciec był kontrolerem, a ja skończyłam technikum handlowe i nie miałam pracy. Poszłam w ślady ojca, ale już kilka razy chciałam się zwalniać. Pierwszy raz po trzech tygodniach, gdy pasażer rzucił mi się do szyi i zaczął dusić. Potem się to już nie powtórzyło.
Ula zdradza nam, jakie tramwaje i autobusy kontrolerzy wybierają najczęściej. - Stoimy i patrzymy, który autobus warto zrobić - mówi kontrolerka. - Nie może być tłoku. Autobus musi być, jak ja to mówię, przezroczysty, co oznacza, że pasażerowie nie mogą mi zasłaniać kolegi. Muszę mieć z nim kontakt wzrokowy. Nie możemy się rozdzielać. Raz jeden kolega wysiadł sam i dostał na przystanku w twarz. Takie rzeczy się zdarzają, ale nieczęsto.
Krzysztof przyznaje, że pasażerowie bywają agresywni: - Trzeba być wobec nich stanowczym i konsekwentnym. Rano pasażer włożył mi do kieszeni 50 zł. Gapowicze często zaczynają rozmowę od "Może się dogadamy". To działa na mnie jak płachta na byka, bo ja chcę jutro przyjść do pracy. Bywają scysje, ale zapominam o nich, jak tylko wysiądę na przystanku. To praca jak każda inna, tylko mniej wdzięczna.
Ula szczególnie lubi pracować nocą: - Lubię jak około północy autobusy zjeżdżają się na parking przed Pekaesem. Potem rozjeżdżają się każdy w inną stronę, a my możemy patrzeć i wybierać, który z nich zrobić.
Najnowsze wiadomości
-
Korki na ul. Braniborskiej po nocnej awarii wodociągu
-
Na drodze koło Ząbkowic Śląskich zginął mężczyzna
-
Narodowe murem za artystami, strajkuje w czwartek
-
Zarabiajmy we Wrocławiu na tym, czego inni nie mają
-
Za dziesięć dni będzie gotowy deptak na Kuźniczej [FOTO]
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
-
Idzie Euro: Zabierajcie rowery, bo demontują stojaki
- 90 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
38 głosów
-
Wrocław. Kontrolerzy biletów MPK chcą szacunku
toldo1977
04.08.09, 10:49
a teraz realnie czyli po polsku: wygląda to w ten sposób, że MPK płaci jakieś marne grosze a prowizje kontroler dostaje dopiero jak ktoś zapłaci mandat, czyli może to nie nastąpić w ogóle...»
-
Wrocław. Kontrolerzy biletów MPK chcą szacunku
vito3
04.08.09, 12:08
wykonujac taki potrzebny zreszta zawod musisz akceptowac to ze ogol stawia cie w rzedzie z hyclem cieciem klawiszem ale za to fizycznie laba cos za cos czyli jak to mowia starzy wroclawianie»
-
Mundury kontrolerów w MPK w Poznaniu...
antoniusblock
04.08.09, 18:14
Odnośnie mundurów rzekomo stosowanych przez kontrolerów MPK (a obecnie ZTM) wPoznaniu warto dodać, iż są one rzadkością. Zazwyczaj kontrolujący ubrani sąpo cywilnemu.»
Najczęściej czytane24 htydzień




odtwórz