Każdy wypadek tira będzie na długo blokował autostradę

Michał Wilgocki
13.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 19:40
A A A Drukuj
Aż 18 godzin nieprzejezdna była A4 w kierunku Legnicy po sobotnim karambolu z udziałem dziewięciu samochodów. Policja przyznaje, że gdyby na autostradzie były pasy awaryjne, ruch udałoby się przywrócić o wiele szybciej.
Najwięcej problemów służby ratunkowe miały z usunięciem z autostrady przewróconej cysterny
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Najwięcej problemów służby ratunkowe miały z usunięciem z autostrady przewróconej cysterny
Do karambolu doszło około północy. Zderzyło się pięć ciężarówek i cztery samochody osobowe. Dwóch kierowców zginęło, a 13 innych osób odniosło rany. Początkowo policja informowała, że przyczyną katastrofy było zaśnięcie kierowcy jednej z ciężarówek. Ale po dodatkowych oględzinach okazało się, że doszło do niej przez awarię samochodu osobowego, który w pewnym momencie zatrzymał się na środku drogi, a w niego wjeżdżały kolejne auta.

Najwięcej szkód wyrządziła cysterna, która przewoziła paszę, oraz tir, który w naczepie miał części samochodowe. W miejscu wypadku porozrzucane były towary z obu samochodów, a na całej jezdni rozlany był też olej.

Ekipa, która na trzaskającym mrozie sprzątała drogę, nie miała szczęścia. Bo dźwig mający wyciągnąć cysternę leżącą w rowie popsuł się i trzeba było czekać na przyjazd innego. Gdy w końcu po kilku godzinach dotarł na miejsce i wyciągnął z rowu cysternę, podczas holowania do najbliższego zjazdu rozsypywała się na kawałki. - Nie miała też opon, co bardzo wydłużyło czas holowania. Do zjazdu jechała z prędkością jednego kilometra na godzinę - mówi Wojciech Wybraniec z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Jezdnia w kierunku Legnicy byłą zablokowana do godz. 18, w tym czasie policja kierowała samochody objazdami przez Kąty Wrocławskie i Kostomłoty.

Prawie każdy wypadek na autostradzie, do którego doszło w ostatnich latach, powoduje jej blokadę na co najmniej kilka godzin. Tak było w grudniu 2010 roku, gdy w karambolu uczestniczyło prawie 40 aut, ale tak jest za każdym razem, gdy w karambolu bierze udział choćby jeden tir.

Policja przyznaje, że ruch udawałoby się przywracać szybciej, gdyby na całej długości A4 był pas awaryjny. Prawdopodobnie dzięki niemu mniej byłoby też samych wypadków. W razie nagłej awarii kierowca zawsze miałby po prostu gdzie zjechać.

- Zderzenie ciężarówek to większy problem niż wypadek z udziałem samochodów osobowych - tłumaczy Wybraniec. - Do usunięcia jego skutków nie wystarczy laweta, potrzebny jest także dźwig. Jego dotarcie na miejsce, a potem odholowanie uszkodzonych aut, gdy nie ma pasa awaryjnego, jest o wiele trudniejsze, niż gdy on jest.

Wybraniec podkreśla też, że na A4 sami kierowcy prowokują los, bo nie pamiętają o tym, że w miejscach, gdzie pasa nie ma, dopuszczalna prędkość to nie 140, ale 110 km/godz. - Nie dość, że kierowcy o tym zapominają i pędzą na złamanie karku, to jeszcze nie zachowują odpowiedniej odległości od pojazdu, który jedzie przed nimi - podkreśla.

Budowa pasa awaryjnego na A4 jest we wstępnych planach. Ma się rozpocząć po 2015 roku.



Czekamy na Wasze opinie Piszcie do nas



Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów