Pasażer MPK czekając na autobus, marzy o własnym aucie
10.02.2012
, aktualizacja: 10.02.2012 20:09
LIST CZYTELNIKA. Od wielu miesięcy, a może nawet lat, słyszę od władz naszego pięknego miasta optymistyczne wezwania i zachęty do przesiadania się z transportu prywatnego do komunikacji zbiorowej.
List ten piszę, stojąc przemarznięty o godz. 17.45 na przystanku Krzyki, mając w perspektywie 25 minut czekania na autobus linii 113, który zawiezie mnie w okolice mieszkania na wrocławskich Partynicach. Osobom słabo znających miasto przypomnę tylko, że okolica ta jest obecnie jednym z najgęściej zaludnionych miejsc we Wrocławiu. Tymczasem po godz. 18, a także w weekendy, autobus 113 kursuje tu z oszałamiającą częstotliwością dwóch kursów na godzinę. Wisienką na torcie są tu przypadki, w których w niedzielę o godz. 8 rano kierowca potrafi spóźnić się na przystanku Zwycięska o 15 minut względem rozkładu (nie wiedziałem, ze korki w mieście są wtedy aż takie duże).
Rozumiem, że prezydent Rafał Dutkiewicz oraz pozostali urzędnicy miejscy pracują w godzinach 7.30-15.30, niestety w dzisiejszych czasach nie wszyscy mogą pozwolić sobie na taki luksus. O pracy w weekendy nie ma tu co nawet wspominać - władze miejskie zakładają chyba, że jedynym celem sobotnich wycieczek wrocławian może być stadion miejski, jeżeli akurat odbywa się tam jakaś impreza.
Jestem ciekaw, jakimi argumentami próbowałby przekonać prezydent moich sąsiadów, którzy, w przeciwieństwie do mnie, poruszają się głównie własnymi samochodami, do skorzystania z usług wrocławskiego MPK. Rozumiem, że wystawanie na przystanku w temperaturze -10 stopni Celsjusza hartuje ciało i ducha, jednak dla osoby wracającej po 10 godzinach pracy do domu przyjemność ta wydaje się być nieco wątpliwa.
Od blisko 15 lat poruszam się regularnie komunikacją miejską, ale moim głównym marzeniem jest zakup własnego samochodu. Bo z dwojga złego wybieram siedzenie we własnym, ogrzewanym aucie, niż przymusowy postój na przystanku. Pomijam tu nawet fakt, że dojazd na Karłowice do pracy zajmuje mi przeciętnie półtorej godziny, podczas gdy autem, nawet wliczając w to czekanie w korkach, rzadko kiedy przekraczam granicę 30 minut. Wynika z tego, że w czasie, który właśnie spędzam na przystanku, czekając na autobus, mógłbym spokojnie dojechać autem z powrotem do pracy.
Boję się nawet liczyć, ile dni w roku spędzam w komunikacji miejskiej - wynik mógłby mnie ostatecznie zniechęcić do usług naszego przewoźnika.
Osobną kwestią jest fatalna organizacja komunikacji zbiorowej we Wrocławiu. By dojechać do rodziców mieszkających na Oporowie na niedzielny obiad, muszę korzystać z dwóch autobusów i dwóch tramwajów, mimo że Google Maps informuje mnie, że to tylko 3,7 kilometra. A przecież wystarczyłoby naprawdę niewiele - gdyby autobus 107 zamiast kończyć swą trasę w szczerym polu - koło od wielu lat nieczynnej stacji na Klecinie - dojeżdżał do pętli Krzyki (dumnie nazywanej węzłem komunikacyjnym). Mógłbym zaoszczędzić wówczas dwie przesiadki. Z perspektywy przewoźnika koszta takiej zmiany byłyby niewielkie (to różnica zaledwie 900 m), a może więcej osób takich jak ja kupiłoby wówczas bilety.
Nie wiem jakie osoby w MPK zajmują się planowaniem komunikacji miejskiej we Wrocławiu, ale sądząc po efektach ich zabiegów, albo nasze miast znają jedynie z mapy, albo nigdy w życiu nie korzystały z usług własnej firmy. Wspomniane przeze mnie "niedogodności" są tak naprawdę jedynie czubkiem góry lodowej absurdów, na jakie napotyka codziennie pasażer wrocławskiego przewoźnika.
O innych perełkach, takich jak nagle urwana trasa linii tramwaju plus (aż chciałoby się tu zacytował stwierdzenie prezydenta Wałęsy o plusach dodatnie i plusach ujemnych) pod Stadionem Olimpijskim czy skandalicznym poziomie nadzoru nad inwestycjami komunikacyjnymi, aż żal wspominać.
Mam wrażenie, że w naszym mieście króluje kultura "niedasie" i przekonanie, że z braku innych alternatyw mieszkańcy i tak skazani są na usługi monopolisty.
Może wcześniej byłem młodszy i wiele rzeczy aż tak bardzo mi nie przeszkadzało, ale od pewnego czasu mam wrażenie, że komunikacja miejska we Wrocławiu znajduje się w stanie agonalnym, choć przykryta kolorową tapicerką nowych skód.
Muszę kończyć - w końcu nadjechał mój autobus.
Rozumiem, że prezydent Rafał Dutkiewicz oraz pozostali urzędnicy miejscy pracują w godzinach 7.30-15.30, niestety w dzisiejszych czasach nie wszyscy mogą pozwolić sobie na taki luksus. O pracy w weekendy nie ma tu co nawet wspominać - władze miejskie zakładają chyba, że jedynym celem sobotnich wycieczek wrocławian może być stadion miejski, jeżeli akurat odbywa się tam jakaś impreza.
Jestem ciekaw, jakimi argumentami próbowałby przekonać prezydent moich sąsiadów, którzy, w przeciwieństwie do mnie, poruszają się głównie własnymi samochodami, do skorzystania z usług wrocławskiego MPK. Rozumiem, że wystawanie na przystanku w temperaturze -10 stopni Celsjusza hartuje ciało i ducha, jednak dla osoby wracającej po 10 godzinach pracy do domu przyjemność ta wydaje się być nieco wątpliwa.
Od blisko 15 lat poruszam się regularnie komunikacją miejską, ale moim głównym marzeniem jest zakup własnego samochodu. Bo z dwojga złego wybieram siedzenie we własnym, ogrzewanym aucie, niż przymusowy postój na przystanku. Pomijam tu nawet fakt, że dojazd na Karłowice do pracy zajmuje mi przeciętnie półtorej godziny, podczas gdy autem, nawet wliczając w to czekanie w korkach, rzadko kiedy przekraczam granicę 30 minut. Wynika z tego, że w czasie, który właśnie spędzam na przystanku, czekając na autobus, mógłbym spokojnie dojechać autem z powrotem do pracy.
Boję się nawet liczyć, ile dni w roku spędzam w komunikacji miejskiej - wynik mógłby mnie ostatecznie zniechęcić do usług naszego przewoźnika.
Osobną kwestią jest fatalna organizacja komunikacji zbiorowej we Wrocławiu. By dojechać do rodziców mieszkających na Oporowie na niedzielny obiad, muszę korzystać z dwóch autobusów i dwóch tramwajów, mimo że Google Maps informuje mnie, że to tylko 3,7 kilometra. A przecież wystarczyłoby naprawdę niewiele - gdyby autobus 107 zamiast kończyć swą trasę w szczerym polu - koło od wielu lat nieczynnej stacji na Klecinie - dojeżdżał do pętli Krzyki (dumnie nazywanej węzłem komunikacyjnym). Mógłbym zaoszczędzić wówczas dwie przesiadki. Z perspektywy przewoźnika koszta takiej zmiany byłyby niewielkie (to różnica zaledwie 900 m), a może więcej osób takich jak ja kupiłoby wówczas bilety.
Nie wiem jakie osoby w MPK zajmują się planowaniem komunikacji miejskiej we Wrocławiu, ale sądząc po efektach ich zabiegów, albo nasze miast znają jedynie z mapy, albo nigdy w życiu nie korzystały z usług własnej firmy. Wspomniane przeze mnie "niedogodności" są tak naprawdę jedynie czubkiem góry lodowej absurdów, na jakie napotyka codziennie pasażer wrocławskiego przewoźnika.
O innych perełkach, takich jak nagle urwana trasa linii tramwaju plus (aż chciałoby się tu zacytował stwierdzenie prezydenta Wałęsy o plusach dodatnie i plusach ujemnych) pod Stadionem Olimpijskim czy skandalicznym poziomie nadzoru nad inwestycjami komunikacyjnymi, aż żal wspominać.
Mam wrażenie, że w naszym mieście króluje kultura "niedasie" i przekonanie, że z braku innych alternatyw mieszkańcy i tak skazani są na usługi monopolisty.
Może wcześniej byłem młodszy i wiele rzeczy aż tak bardzo mi nie przeszkadzało, ale od pewnego czasu mam wrażenie, że komunikacja miejska we Wrocławiu znajduje się w stanie agonalnym, choć przykryta kolorową tapicerką nowych skód.
Muszę kończyć - w końcu nadjechał mój autobus.
Najnowsze wiadomości
-
Pękła magistrala. Problemy z wodą w całym mieście
-
Idzie Euro: Zabierajcie rowery, bo demontują stojaki
-
A ja wolę jeździć po jezdni niż po ścieżkach rowerowych
-
Zwycięzca Planete Doc: Filmem chcę zmieniać świat
-
"Szmaty" na scenie Ad Spectatores wyszły na piątkę
-
Schron przy dworcu mogą wyburzyć. Każdy może go kupić
-
Jak stworzyć wideo popularne w internecie? Oni to wiedzą
- 26 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Re: Pasażer MPK czekając na autobus, marzy o włas
czechofil
10.02.12, 21:07
Ale o co chodzi? Przecież całkiem niedawno były wybory i większość wrocławian olała je ciepłym moczem, reszta zaś w dużej części poparła obecny układ polityczny, czyli widocznie jest »
-
Najlepiej
nie_ma_wolnych_nickow
10.02.12, 21:46
Najlepiej to niech dupę zawiezie pod samą klatkę schodową»
-
Stoi na mrozie i pisze listy.
tolek_88
12.02.12, 14:41
Widocznie nie było tak źle, skoro czytelnik dał radę wyciągnąć laptopa/telefon/kartkę i gęsie pióro i napisać taki długi list czekając na autobus...»
Najczęściej czytane24 htydzień




