Nadałam list, poprosiłam o bilet. Miła pani w okienku powiedziała: - Ojej, ale ja nie mam biletów, muszę pójść do pani kierowniczki.
Przez dłuższą chwilę obserwowałam ją, jak kluczy po korytarzyku za okienkami. Widać było, że pyta i jest odsyłana z miejsca na miejsce.
Ludzie w kolejce za mną zaczęli wzdychać i przestępować z nogi na nogę.
Wreszcie pani wróciła, by oznajmić, że ona biletu nie ma, ale mogę go sobie kupić w pocztowym kiosku.
- To czemu ma pani w okienku wywieszone te bilety, skoro nie można ich u pani kupić? - spytałam, rozpaczliwie szukając w tym jakiejś logiki.
- Bo to taka wystawka jest - oznajmiła pani. - A bilety są w kiosku.
"Jasne", pomyślałam. Czemu wcześniej na to nie wpadłam.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław