Wszystko zaczęło się od blogu
Stanikomania. Wiosną tego roku Magdalena Jezior trafiła na wpis: "Dlaczego nikt nie chce tego zrobić w Polsce?". Brzmiał zaczepnie. Magdalena, bankowiec z wykształcenia i zawodu, pomyślała: "Właściwie dlaczego nie?". Angielka, właścicielka sklepu z bielizną w Wielkiej Brytanii, zainspirowała ją do otwarcia własnego.
Ruszył kilkanaście dni temu w centrum Wrocławia, przy ul. Ruskiej, i jest realnym odpowiednikiem wirtualnego świata, który istnieje na blogu
Stanikomania oraz na forum
Lobby biuściastych w portalu Gazeta.pl. Świata niezwykle ożywionego, w którym toczą się niekończące się dyskusje wokół biustonoszy. Kobiety w różnym wieku dzielą się informacjami o producentach bielizny, polecają fasony, radzą, jak znaleźć idealny stanik, jak go dobrać i jak zakładać, jaki model na co dzień, jaki do wieczorowych dekoltów, a jaki do uprawiania sportu. Jaki dla karmiących, a jaki dla kuszących. Internautki ponoć masowo wyrzucają stare biustonosze po tym, jak nauczyły się dobierać właściwe.
Zdaniem forumowiczek Polki generalnie są fatalnie ostanikowane i w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy. Grzechy główne: noszą za małe miseczki, a za szeroki obwód, z wrzynającymi się ramiączkami. Efekt: zdeformowane sylwetki, zapięcie podjeżdżające na łopatki, trzęsący się biust i wyłażące bokami "bułki". Nie mówiąc o problemach szczupłych kobiet z wydatnym biustem, które prędzej znajdą fasony określane mianem "namiotu" lub "germańskiego stanika bojowego" niż wyrafinowane cacka.
"Długo wierzyłam, że oprócz mnie i Dolly Parton nikt nie ma dużego biustu. I wobec tego dla nas dwóch nie opłaca się produkować specjalnego rozmiaru staników. Taka nisza", napisała jedna ze zdesperowanych forumowiczek.
Nawzajem ostrzegają przed sklepami, które wpędzają w kompleksy.
- Nie ma kobiet niewymiarowych. Starannie dobrana bielizna sprawia, że kobieta zaczyna się nosić prosto, sylwetka wydaje się szczuplejsza, biust bardziej ponętny - uważa założycielka sklepu, pierwszego we Wrocławiu, w którym "biuściaste" mogą kupić to, co dotąd sprowadzały przez internet: brytyjską bieliznę o precyzyjnych rozmiarach, których jest kilkanaście więcej niż w rozmiarówce kontynentalnej. Subtelne fasony przewidziano nawet dla posiadaczek 136 cm w biuście.
Każda klientka dostaje się najpierw w ręce bra-fitterki, czyli doradczyni, która ją skrupulatnie mierzy i edukuje.
O tym, że ramiączka mają być tylko lekko napięte, fiszbiny muszą szeroko obejmować pierś, a biust w staniku należy układać ruchem wygarniającym z zewnątrz do środka.
Kobiety uczą się nowego języka: że plunge jest najlepszy do głębokich dekoltów, bo tworzy seksowną dolinkę, że balkonetka o pionowych cięciach podniesie nawet biust wymagający szczególnie życzliwego wsparcia, że full cup nie każdemu biustowi pasuje, a minimizery do optycznego zmniejszania piersi są zakazane, bo spłaszczają je w sposób wysoce nieestetyczny.
Jeśli czegoś brak - sklep zamawia odpowiedni rozmiar. Wyedukowane klientki, w sklepowym szlafroku i pod czujnym okiem doradczyni przymierzają nawet półtorej godziny kolejne egzemplarze (m.in. te zamawiane przez dwór brytyjski).
Niekiedy z klientkami przychodzą także panowie, w wieku od 20 do 60 lat. Specjalnie dla nich ustawiono kanapę, telewizor i ekspres do kawy. - Tak to jak mogę z żoną częściej robić zakupy - skwitował jeden z nich.
- Różne rzeczy już w życiu robiłam, nigdy nie myślałam, że zajmę się biustonoszami - śmieje się pani eksbankowiec. - To chyba jednak mam sens, zwłaszcza gdy widzę zakompleksione kobiety, które opuszczają sklep stąd jak na skrzydłach. Mówią, że dotąd nie miały pojęcia, co to znaczy dobry stanik.
Małobiuściaste też mają problemy