Zmiany w samorządowym prawie wyborczym forsowane przez rządzącą koalicję (PiS, Samoobrona, LPR) zmiatają z dolnośląskiej sceny politycznej cały lewicowy blok (SLD, SdPl, UP). Przetrwanie temu blokowi daje tylko zawarte na czas wyborów przymierze z PO.
Nowa ordynacja premiuje tzw. grupy list. Pozwala startującym partiom zawierać wyborcze umowy (tworzyć grupy list). Jeśli partie razem przekroczą 10-proc. próg, to wszystkie, nawet te z nich, co miały śladowe poparcie, wchodzą do samorządu. Jeśli nie uzyskują 10-proc. progu, to wchodzą według starych zasad, czyli każda partia musi uzyskać co najmniej 5-proc. poparcie.
Przykład 1: PiS dostaje 7 proc., Samoobrona - 3, a LPR tylko 2. Razem 12 proc. Wchodzi cała trójka, bo przekracza 10-proc. próg.
Przykład 2: PiS dostaje 6 proc., Samoobrona - 2, a LPR tylko 1. Razem 9 proc. Wchodzi tylko PiS, bo grupa list nie osiągnęła progu.
Piotr Babiarz, sekretarz dolnośląskiego PiS specjalnie dla "Gazety" przeprowadził symulację wyników listopadowych wyborów do naszego sejmiku. Policzył, ile mandatów przypadłoby jakim partiom, gdyby wybory odbyły się według ordynacji obowiązującej w poprzednich wyborach i według proponowanej przez koalicję.
Za podstawę do tych wyliczeń posłużył mu ostatni, lipcowy sondaż Gfk Polonia dla "Rzeczpospolitej", w którym PO ma 31 proc. poparcia, PiS - 26, Samoobrona - 7, SLD - 6, PSL - 2, LPR i PD po 1 proc.
Piotr Babiarz: - Oczywiście nie są to dokładne wyliczenia, bo dziś naprawdę trudno przewidzieć, jak zachowa się elektorat.
W sejmiku dolnośląskim do wzięcia jest 36 mandatów.