Były proboszcz z Karpnik nie chce oddać plebanii

Jacek Harłukowicz
30.08.2012 , aktualizacja: 29.08.2012 19:36
A A A Drukuj
Lipcowy protest mieszkańców Karpnik

Lipcowy protest mieszkańców Karpnik (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

To już trzy lata, jak parafianie z Karpnik pod Jelenią Górą walczą ze swoim proboszczem. W tym czasie ks. Marek Skolimowski został przez Kurię Biskupią w Legnicy odwołany ze stanowiska proboszcza, a nawet pozbawiony praw do odprawiania sakramentów. Duchowny nic sobie z tego nie robi. A kuria przyznaje, że jest bezradna [FELIETON]
O kłopotach karpnickich wiernych z proboszczem pisałem na początku lipca. Odwołany formalnie ze stanowiska proboszcza ks. Skolimowski od kilku miesięcy nie chce opuścić plebanii. Powołany na jego miejsce i zaakceptowany przez wiernych ks. Erwin Jaworski musi więc do swojej parafii dojeżdżać z innej miejscowości. W lipcu, świeżo po nałożonej przez biskupa legnickiego Stefana Cichego suspensie, czyli - jak powiedzieliby świeccy - pozbawieniu księdza Skolimowskiego "prawa do wykonywania zawodu", pod plebanią w Karpnikach doszło do gorszących scen. Ponad setka parafian chciała księdza wywieźć na taczce. Były transparenty, bojowe okrzyki i dobijanie się do drzwi. Wszystko na nic. Niewiele zdziałała policja, która wezwana na miejsce nie odważyła się na wejście siłą na plebanię. Pomimo tego, że zgodnie z prawem jej właścicielem jest kuria, a ks. Skolimowski mieszka tam bezprawnie.

Od tego czasu minęły blisko dwa miesiące. I - niestety - nic się nie zmieniło.

Gdy rozmawiałem w środę z rzecznikiem legnickiego biskupa, ks. Piotrem Dudą, tłumaczył, że od nałożonej suspensy ks. Skolimowski znów się odwołał. Do samego Watykanu! Kuria czeka więc cierpliwie na odpowiedź Stolicy Piotrowej. A ks. Duda przyznaje: - Jesteśmy bezradni. Poza dialogiem nie mamy innych instrumentów wpływu na księdza.

Historia konfliktu ks. Skolimowskiego to wypisz wymaluj ksero sporu, jaki rok temu na oczach całej Polski toczył się między kontrowersyjnym ks. Piotrem Natankiem a biskupem krakowskim Stanisławem Dziwiszem. Natanek podważał autorytet władz kościelnych, rzucał klątwy i wbrew suspensie nadal odprawiał msze święte, zarzucając podczas wygłaszanych kazań niektórym księżom związki z masonerią.

Podobnie działa ks. Skolimowski. Mimo suspensy nadal sprawuje posługę kapłańską. Ostatnio, w ornacie i przy ołtarzu, widywany był w pustelni egzorcysty o. Daniela w Czatachowie koło Częstochowy. Swoich parafian wyzywa od opętanych przez diabła i napuszcza na nich egzorcystę. A wydaną przez Stolicę Apostolską suspensę podważa jako nielegalną.

Postawę ks. Skolimowskiego - z punktu widzenia osoby świeckiej - jestem w stanie zrozumieć. Karpniki to malownicza wieś. Dookoła góry, lasy i doliny - zimą pięknie ośnieżone, latem panuje tu bajkowy spokój. Ksiądz mieszka w niemałym domu, hoduje konie i żyje niczym na nieustających wakacjach.

Dziwi mnie za to postawa i rzekoma bezradność w całej sprawie legnickiej kurii. To mówienie o "braku narzędzi". Bo choć rozumiem, że biskup woli poruszać się na gruncie prawa kościelnego, to jako obywatelowi polskiemu przysługuje mu pełnia przepisów prawa świeckiego. A art. 222 Kodeksu cywilnego daje mu, jako właścicielowi plebanii w Karpnikach, prawo dochodzenia swojej własności. Do tej pory nie wiadomo jednak, czy kuria zdecydowała się na wystąpienie przeciwko ks. Skolimowskiemu na drogę prawną. I tego też nie pojmuję. Bo swoją bezradnością kościelne władze hodują sobie problem, który wybuchnie prędzej czy później. Przykład Natanka pokazuje, że od zbuntowanego księdza do powstania nowej sekty bardzo krótka droga.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Znajdź nas na Facebooku