http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Wrocław >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wrocław - Gazeta.pl

Festiwal współczesnego niemieckiego kina we Wrocławiu

Michał Kokot
2009-11-14, ostatnia aktualizacja 2009-11-13 20:01

W ciągu 60 ostatnich lat Niemcom szybko udało się zbudować potęgę gospodarczą. Znacznie trudniej przyszły zmiany społeczne. Skutkiem II wojny był podział na Niemcy Wschodnie i Zachodnie oraz strach przed lewackimi terrorystami z RAF paraliżujący RFN od lat 70. O tym opowie siedem filmów w Tygodniu Kina Niemieckiego. Pierwszy seans już w poniedziałek

Kadr z filmu
Fot. Spinka
Kadr z filmu "Goodbye, Lenin"
Kadr z filmu
Fot. Monolith
Kadr z filmu "Baader Meinhof Komplex"
Przed rokiem wrocławski Tydzień Kina Niemieckiego opowiadał o stolicy Niemiec. Berlin przez ostatnich 80 lat przeszedł drogę od dekadencji lat 20. XX wieku, przez uwiedzenie faszyzmem lat 20., upadek i zniszczenie w roku 1945, po wegetację podzielenia murem, która przypominała o absurdzie pojałtańskiego kształtu Europy. W 1989 roku stał się jedną z trzech najważniejszych europejskich stolic i został symbolem XXI wieku.

Największym powodzeniem cieszył się wtedy obraz Maksa Färberböcka "Anonima. Kobieta w Berlinie", który w związku z olbrzymim zainteresowaniem miał nawet dodatkową projekcję. Film opowiadał o kobietach w upadłej stolicy Trzeciej Rzeszy, do której w 1945 roku wkroczyli Rosjanie. Kobiety, by przeżyć, oddawały się żołnierzom Armii Czerwonej. O tym filmie niektóre niemieckie i polskie gazety pisały, że jest próbą rewizji historii i apoteozuje martyrologię gwałconych przez Sowietów Niemek. Na spotkaniu z widzami we Wrocławiu reżyser Max Färberböck zaprzeczał temu, mówiąc, że nakręcił film nie o ofiarach, lecz o sprawcach. Tłumaczył, że sprawcami byli i żołnierze rosyjscy, i uwiedzione faszyzmem Niemki, i ich złamani przez wojnę - wcześniej butni - niemieccy mężczyźni.

W tym roku mija 60 lat od powstania Republiki Federalnej Niemiec i 20 od jej zjednoczenia z NRD. Historię tego obrazuje siedem filmów, których projekcja rozpocznie się w poniedziałek i potrwa do niedzieli. Większość z nich nie była dotąd pokazywana na dużym ekranie w Polsce.

Ruina Niemiec i cud gospodarczy

W "Cudzie z Berna" w reżyserii Sonke Wortmann, który pokażemy we wtorek, rozpoczyna się etap powojenny RFN lat 50. Film opowiada o wygranych w 1954 roku mistrzostwach świata w piłce nożnej. Wygranej, która przyszła niespodziewanie. "Przegraliśmy II wojnę światową, przegramy i ten mecz" - mówi tuż przed finałem z Węgrami jeden z bywalców knajpy w Essen, mieście położonym w przemysłowym Zagłębiu Ruhry. Tam toczy się akcja filmu. Wygrana w mistrzostwach jest tu jednak tylko pretekstem do pokazania powojennych realiów Niemiec. Jest beznadziejnie. Wprowadzony kilka lat wcześniej plan Marshalla jeszcze nie zdołał podnieść kraju z ruiny. Ale nie tylko tej materialnej. Moralnie Niemcy - sprawcy II wojny światowej - również są na dnie.

W 1954 roku, gdy Szwajcaria organizuje mistrzostwa świata, zaczynają się pierwsze powroty żołnierzy z sowieckich łagrów. Do domu wraca Richard Lubanski (w tej roli Peter Lohmeyer), zupełnie odmieniony, próbujący zbudować swój autorytet w rodzinie, która go w zasadzie nie zna. Konfrontacja z rzeczywistością jest dla Lubanskiego druzgocąca. Żyjący traumą po pobycie na Syberii, gdzie cudem uniknął śmierci, nie jest w stanie podjąć pracy i stanąć na czele rodziny. Jej głową jest jego żona Christa (Johanna Gastdorf). Gastdorf to przedstawicielka Trümmerfrauen (dosłownie: kobiet z ruin), które zastępują swoich poległych bądź trzymanych w sowieckiej niewoli mężów.

Starszy syn Richarda Lubanskiego gardzi zachodnimi, "nazistowskimi" Niemcami i jest gorącym zwolennikiem komunizmu. Z kolei jego młodszy syn ojca widzi w piłkarskim idolu - swojego prawdziwego przecież nigdy nie poznał. Niemcy zostają mistrzami świata, ale dla Lubanskiego powrót do rodziny będzie niezwykle trudny i uda się tylko częściowo.

Wygrana Niemiec w Szwajcarii jest początkiem zmian w całym kraju. Rok później rozpoczyna się słynny "cud gospodarczy" Niemiec, do którego doprowadził plan Marshalla oraz Ludwig Erhard, minister gospodarki w rządzie Konrada Adenauera. Zapewnia on Niemcom boom, z którym równolegle do Niemiec wkracza amerykańska popkultura. Przedstawia to melodramat Oskara Röhlera "Lulu & Jimi". Tytułowa Lulu zakochuje się bez pamięci w Jimim - afroamerykańskim potomku weterana II wojny światowej. Z jednej strony widzimy beztroskę zatopionych w amerykańskim rock and rollu młodych Niemców na przełomie lat 50. i 60., z drugiej zaś konserwatywne pokolenie ich rodziców, traktujące z odrazą kulturę płynącą ze Stanów Zjednoczonych.

Bezradni wobec terroru

Przełom przynosi rok 1968, gdy do głosu dochodzi pokolenie dzieci rodziców biorących udział w II wojnie światowej. Widzi na ich rękach krew z czasów nazistowskich, kontestuje politykę swojego "faszystowskiego" państwa i "imperializm" USA. To także narodziny Rote Armee Fraktion (RAF), której trzy generacje przez 28 lat będą terroryzować Niemcy, podkładając bomby i zabijając amerykańskich żołnierzy, niemieckich polityków, przedsiębiorców i sędziów. Nominowany do Oscara "Kompleks Baader Meinhof" (reżyseria Uli Edel) jest sprawnie nakręconym dramatem pokazującym historię RAF. Punktem wyjścia dla RAF jest demonstracja w 1967 roku w Berlinie przed wizytą szacha Iranu. Zostaje ona brutalnie spacyfikowana przez niemiecką policję. Zastrzelony przez policjanta ginie student Benno Ohnesorg.

Mózgiem RAF jest Andreas Baader (Moritz Bleibtreu), który wraz ze swoją kochanką Gudrun Ensslin (Johanna Wokalek) zaczyna terrorystyczną karierę od podłożenia bomby w niemieckim domu towarowym. W filmie matka Ensslin tłumaczy dziennikarzowi, że dzięki temu wybuchowi poczuła ulgę, bo przez całe lata w jej rodzinie tkwiło wielkie napięcie. To nawiązanie do często powtarzanej tezy, że jednym z powodów lewackich rewolt ówczesnych 20- i 30-latków była zmowa milczenia ich rodziców na temat tego, co działo się podczas II wojny. Pokolenie powojenne musiało więc w końcu wybuchnąć.

Gdy Baader trafia do więzienia, uwalnia go znana lewicowa dziennikarka Ulrike Meinhof (Martina Gedeck). Zaczynają się krwawe zamachy, w których do 1993 roku zginie ponad 30 osób. RAF podkłada bomby w amerykańskich jednostkach wojskowych jako odwet za interwencję USA w Wietnamie, a także w siedzibie koncernu Axela Springera, wydawcy "Bilda", który wściekle krytykuje lewaków i podsyca antystudenckie nastroje. W pierwszych latach krwawej działalności RAF cieszy się jeszcze poparciem Niemców. Po zamachu na koncern Springera społeczeństwo odwraca się od terrorystów.

Edel pokazuje częściowo obłudę członków RAF: określający się jako zwolennicy komunistycznej rewolucji, w rzeczywistości pławią się w luksusie. Do napadów na bank używają kradzionych samochodów z najwyższej spółki. Lubują się w marce BMW, której skrót w Niemczech w latach 70. odszyfrowywano jako Baader-Meinhof-Wagen (samochody Baader-Meinhof).

Znany niemiecki publicysta Götz Aly w wydanej rok temu książce "Nasza walka" w ogóle kwestionuje rzekome ideały niemieckiej rewolty i twierdzi, że to odbicie lustrzane nastrojów społecznych z lat 30. w nazistowskich Niemczech. Te same dogmatyczne przekonania (narodowy socjalizm - komunizm), ten sam kult jednostki (Hitler - Ho Chi Minh).

W filmie przewija się słabość niemieckiego państwa wobec nieznanego wcześniej terroru. Władze nie ulegają szantażom terrorystów, którzy porywają najpierw Martina Schleyera, przewodniczącego niemieckich pracodawców, a później samolot Lufthansy z 86 zakładnikami na pokładzie. Ale nie potrafią zapobiegać kolejnym zamachom i lokują terrorystów we wspólnych celach, by móc ich podsłuchiwać, co zresztą nie daje żadnych skutków.

Mur, Lenin i pralnia

"Jak ogień i płomień" Connie Walther to historia o próbie pokonania muru berlińskiego ze wschodu na zachód. W latach 80. siedemnastoletnia Nele, która wychowała się w zachodniej części miasta, przekracza granicę, gdzie spotyka "Kapitana", jednego z członków punkowego gangu. Nie znajduje jednak akceptacji w oczach jego ojca ani członków grupy. W dodatku para musi się ukrywać przed oficerami Stasi, która próbuje aresztować chłopaka. Film bardzo starannie oddaje realia Berlina tamtych lat i zawiera wiele szczegółów rzeczywistości z czasów NRD.

Te szczegóły są jednym z głównych elementów komedii "Goodbye, Lenin" w reżyserii Wolfganga Beckera. Opowiada historię rodziny, w której matka zapada w śpiączkę przed upadkiem muru berlińskiego i budzi się już po zjednoczeniu. Całe jej życie kręciło się wokół komunistycznej partii, więc jej syn robi, co może, by utrzymać ją w przekonaniu, że nadal żyje w NRD - najlepszym państwie na świecie.

W 20 lat po zjednoczeniu wśród mieszkańców wschodnich landów nostalgia za NRD jest bardzo duża. Mimo wpompowania ponad półtora biliona euro "nowe" landy wciąż odstają gospodarczo od zachodnich. Ich mieszkańcy często emigrują na Zachód, nie potrafiąc znaleźć pracy we wschodniej części Niemiec, w której bezrobocie utrzymuje się na stałym, stosunkowo dużym poziomie. To pożywka dla skrajnie prawicowych partii, które przejmują nacjonalistyczną retorykę. Ta silna jest zwłaszcza w regionach przygranicznych, gdzie straszy się inwazją Polaków i pogorszeniem warunków socjalnych.

Ale bliskość z Polską to dla wielu niemieckich przedsiębiorców szansa na rozwój, zwłaszcza odkąd Polska jest w Unii Europejskiej i zniknęły bariery celne. O biznesie na pograniczu polsko-niemieckim opowiada film dokumentalny "Cudowny świat pralni" Hansa-Christiana Schmida, pokazywany na tegorocznym Berlinale. Niemiecki przedsiębiorca zza kadru zachwala swoją firmę i twierdzi, że "poziom szczęścia u pracowników to kwestia względna, niezależna od ich zarobków". Polscy pracownicy, którzy zajmują się praniem pościeli dla berlińskich czterogwiazdkowych hoteli, pracują za 1500 zł. Niemcy żądaliby czterokrotnie więcej za tę usługę. Polacy wcale szczęśliwi nie są, ale cieszą się, że w borykającym się z bezrobociem w podszczecińskim Gryfinie dzięki bliskości granicy mają gdzie pracować.

** Tydzień Filmu Niemieckiego w kinie Helios przy ul. Kazimierza Wielkiego. Projekcje codziennie od poniedziałku do niedzieli o godz. 19; bilety - 9 zł. Organizatorzy: Konsulat Generalny RFN, kino Helios, "Gazeta Wyborcza Wrocław".

Poniedziałek - "Spotkanie w Palermo" (reż. Wim Wenders, 2008); polskie napisy

Wtorek - "Cud z Berna" (reż. Sonke Wortmann, 2009); angielskie napisy

Środa - "Lulu & Jimi" (reż. Oskar Rohler, 2009); film w oryginalnej wersji językowej

Czwartek - "Baader Meinhof Komplex" (reż. Uli Edel, 2008); polskie napisy

Piątek - "Jak ogień i płomień" (reż. Connie Walter, 2001); angielskie napisy

Sobota - "Goodbye, Lenin" (reż. Wolfgang Becker, 2003); polskie napisy

Niedziela - "Cudowny świat pralni" (reż. Hans-Christian Schmid, 2009); polskie napisy

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

6 głosów