Dwóch panów z...

Adam Domagała
08.07.2009 , aktualizacja: 08.07.2009 15:40
A A A Drukuj
Krzysztof Popek - najlepszy polski flecista jazzowy i twórca legendarnej grupy Young Power - nagrał nową płytę. Jak zwykle do współpracy zaprosił wrocławskiego wirtuoza trąbki Piotra Wojtasika. "Estate" to jeden z najlepszych albumów tego tandemu
Krzysztof Popek
Krzysztof Popek
Niewielu jest na polskim rynku jazzowym takich gości, jak Krzysztof Popek - niezależnych, bo prowadząc własną firmę fonograficzną, sam jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem; bezkompromisowych, bo w zasadzie nie bierze udziału w przedsięwzięciach komercyjnych, koncentrując się na własnych zainteresowaniach; upartych, bo regularnie udaje mu się do współpracy namówić światowe gwiazdy. Nie wspominając już o tym, że w Polsce jazz gra na flecie ledwie garstka muzyków i przynajmniej na tym polu nie ma Popek silnej konkurencji.

Miejsce w leksykonach polskiego jazzu ma już zapewnione. To właśnie on w połowie lat 80. ubiegłego wieku powołał do życia zespół Young Power - pospolite ruszenie ówczesnych studentów i wykładowców Wydziału Jazzu w katowickiej Akademii Muzycznej. Takiego jazzu - wesołkowatego, rozwichrzonego, rockowo-popowego - właściwie się w Polsce wtedy nie grało, nic więc dziwnego, że Popek i jego koledzy szturmem zdobyli krajowe (i nie tylko) sceny, z marszu nagrali kilka płyt i po kilku zaledwie latach rozstali się, od czasu do czasu współpracując ze sobą przy rozmaitych, już nie "youngpowerowskich" okazjach. Po nieuniknionym rozpadzie zespołu złożonego z kilkunastu mniej lub bardziej wyrazistych osobowości pozostało jednak coś, co trwa już lat bez mała 16: właśnie w Young Power Popek znalazł muzycznego partnera w osobie trębacza Piotra Wojtasika. Płyta "Estate" to - nie licząc arcydzieła Wojtasika "Lonely Town", które Popek wyprodukował - już piąta płyta tego tandemu.

Pomysł Popka na taką kolaborację był genialny w swojej prostocie i ciągle się sprawdza: miękki i ruchliwy flet stopił się z jasnym, wyrazistym tonem trąbki lub flugelhornu, a pastelowe unisono, w połączeniu z chwytliwymi kompozycjami gigantów współczesnego jazzu (sam Popek komponuje sporadycznie), jest momentalnie rozpoznawalne i nie da się go pomylić z brzmieniem żadnej innej formacji. Nic dziwnego, że do pracy przy każdej kolejnej płycie, zmieniając skład sekcji rytmicznych, Popek zawsze zaprasza Wojtasika. Z nim przy boku czuje się najpewniej.

"Estate" od poprzednich albumów flecisty różni przede wszystkim charakter wybranych przez lidera utworów: inaczej niż kiedyś dominują kompozycje dynamiczne, dające muzykom pole do wybujałych improwizacji, a słuchaczom okazję, by doładować akumulatory.

Zaczyna się od pogodnej, rozkołysanej kompozycji "Forest flower" Keitha Jarretta. Temat podany, oczywiście, w unisono fletu i trąbki - i od razu następuje wirtuozerska improwizacja amerykańskiego pianisty Stephena Scota, po niej szybkie, nerwowe partie fletu i trąbki, na koniec solo kontrabasisty Camerona Scotta i repryza tematu. Zatem - aranżacyjny standard, który w wykonaniu świetnych muzyków nigdy nie wypadnie szablonowo. Ten nastrój dominuje na płycie, choć są też ballady: słynna melodia Bruna Martino "Estate" (w wersji bardziej dynamicznej niż na płycie "Letters and Leaves" sprzed 12 lat, na której Popek i Wojtasik zagrali ją po raz pierwszy), "Air Dancing" Bustera Williamsa i kończąca album "Lazy Afternoon". Spokojny finał płyty zapowiada nieuchronny ciąg dalszy cyklu.



Krzysztof Popek "Estate", Power Bros, 2009



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów