Darmowy transport to nie utopia
25.09.2009
, aktualizacja: 25.09.2009 11:01
LIST DO REDAKCJI. Minął kolejny Europejski Dzień Bez Samochodu. Jak na złość Wrocław obchodził go wyjątkowymi korkami i uciążliwym chaosem komunikacyjnym.
ZOBACZ TAKŻE
- Darmowe tramwaje - ani utopia, ani piękna (20-09-09, 20:00)
- Tramwajem po Wrocławiu za darmo? Piękna utopia (19-09-09, 10:00)
Europejski Dzień Bez Samochodu ogłoszono, by ludzie mogli choć raz w roku zobaczyć, jak piękny mógłby być nasz świat, gdyby większość ludzi zrezygnowała z czterech kółek. Dzień ten wyznacza pewien kierunek rozwoju, jeśli bowiem okazuje się, że w większości europejskich miast jest dniem cichszym, weselszym, po prostu lepszym niż inne, to warto dążyć do tego, by stał się powszedni.
Oczywiście całkowite wyeliminowanie transportu samochodowego z miast jest niemożliwe. Dostawcy i kurierzy to tylko dwie ważne kategorie pracowników, którzy samochód mieć muszą. Ale przecież wielu innych ludzi codziennie, w ramach obowiązków służbowych, wozi samochodami przedmioty, których inaczej przetransportować się nie da, jak ciężkie narzędzia, sztalugi, itp. Celem polityki miasta powinno być zatem stworzenie atrakcyjnej alternatywy dla pozostałych, tak aby samochód stał się na naszych drogach czymś rzadkim, ponieważ to przyniesie korzyść zarówno kierowcom, jak i reszcie mieszkańców.
Stoimy zatem wobec bardzo prostej sytuacji. Przeciętny wrocławianin może poruszać się po mieście pieszo, rowerem, samochodem bądź transportem zbiorowym. Jako że dwie pierwsze możliwości z wielu względów nie mogą być głównymi sposobami poruszania się większości mieszkańców, naszym zadaniem jest przede wszystkim sprawić, by transport zbiorowy był bardziej atrakcyjny niż samochód. Pytanie brzmi: jaki sposób jest najskuteczniejszy?
Logika portfela
Pomysł z darmowym transportem w gruncie rzeczy także jest niezwykle prosty. Każdy kierowca mając do wyboru stosunkowo drogi transport samochodowy, lub darmowy transport zbiorowy zastanowi się dwa razy nim zatankuje paliwo. Każdy mieszkaniec miasta zaś zastanowi się pięć razy zanim kupi samochód. Samochody generują koszty dla miasta, można powiedzieć wprost: stanowią problem. Doświadczenia belgijskiego Hasselt pokazały, że na darmowym transporcie można zaoszczędzić. Dzieje się tak właśnie dlatego, że znika ogromna część kosztów, jakie ponosi miasto na utrzymanie niszczonych wciąż dróg. Co więcej okazuje się, że nieprzejezdne dotychczas drogi i skrzyżowania przy zerowym nakładzie kosztów stają się doskonałe, nie trzeba ich poszerzać, ani przerabiać. Zmniejszony ruch samochodowy radzi sobie na nich bez kłopotu.
Argumenty przeciwników pomysłu zazwyczaj są bardzo nieprecyzyjne lub wręcz mylne. Wskazywanie, że miasta zachodniej Europy, w których wprowadzono darmowy transport, są bogatsze niż Wrocław, powinno nas prowadzić właśnie do tym gorętszego poparcia, a nie do odrzucenia projektu. Wśród Belgów i Francuzów z pewnością więcej jest ludzi, których stać na jazdę samochodem pomimo istnienia darmowego transportu, zatem u nas likwidacja biletów może przynieść jeszcze większe oszczędności w budżecie.
Niejasny sprzeciw
Argument, że darmowy transport jest "nieetyczny", gdyż wszyscy płacimy podatki (więc wszyscy go w takiej sytuacji finansujemy), a nie wszyscy korzystamy z komunikacji zbiorowej, jest kuriozalny i ośmiesza osobę, która go wysuwa. Każdy budżet - domowy, gminny czy państwowy, jest wynikiem walki różnych interesów. Jeśli każdy płaci tylko za to, z czego korzysta, to nie istnieje żaden budżet, żadne państwo i żadna demokracja. Ja również płacę podatki, a po ulicach Wrocławia jechałem samochodem może dziesięć razy w życiu. Tymczasem przynajmniej od objęcia urzędu prezydenta przez Rafała Dutkiewicza ewidentnym priorytetem budżetowym miasta jest rozbudowa sieci drogowej z myślą o dalszym wzroście liczby samochodów. Ja oraz tysiące innych podatników nie skorzystamy z tej polityki nigdy (czy ktokolwiek na niej skorzysta, to wciąż sprawa otwarta). Istnienie budżetu, który ze wspólnej kasy opłaca określone projekty, dla jednych bardziej, dla innych mniej korzystne, jest faktem, z którym po prostu trzeba się pogodzić. Jako podatnik chciałbym na przykład, żeby miasto, zanim wyda miliony na "niezbędne" parkingi wielopoziomowe na obrzeżach centrum, zastanowiło się jak można sprawić, by choć część Wrocławian samochody zostawiła w domu. Od tego mamy demokrację, by drogą publicznej dyskusji wypracowywać rozwiązania najlepsze. Według mnie pomysł darmowego transportu trzeba rozważać poważnie właśnie jako taki, który maksymalizuje korzyści z wydawania wspólnych pieniędzy dla całej społeczności (pasażerów, kierowców i mieszkańców okolic węzłów komunikacyjnych).
Stwierdzenie, że ludzie nie szanują tego, co jest darmowe, również należy traktować raczej jak frazes niż konkretny zarzut. Wandalizm jest problemem na całym świecie i dotyczy zarówno własności publicznej, jak i prywatnej, ogólnodostępnej i ekskluzywnej . Konieczność skasowania biletu nie powstrzyma nikogo przed zaśmieceniem wozu czy wybiciem szyby, a już tym bardziej zniszczeniem przystanku. Prawdopodobny jest scenariusz odwrotny. Obecnie socjologowie miasta uważają raczej, że tzw. tagi (rodzaj podpisu robionego zwykle markerem w widocznym miejscu publicznym), graffiti, itp. są sposobem na oswojenie obcej przestrzeni, podkreślenie swojej bytności w świecie, z którego jest się wymazywanym. Jeśli miasto wypowie wojnę gapowiczom na wszystkich frontach i transport miejski stanie się enklawą bez wstępu dla tych, którzy mają jedynie złotówkę w kieszeni, obcość zostanie zarysowana w pełni.
Ciekawszy jest argument, że Wrocław jest większy niż miasta, w których dotychczas wprowadzono darmowy transport zbiorowy. To oczywiście prawda. Pytanie: tylko co z tego wynika? We Wrocławiu jest więcej kurierów, więcej dostawców, więcej ludzi ma daleko do pracy, ale również więcej jest dróg, na których zmniejszony ruch samochodowy mógłby się rozłożyć. Znacznie lepiej rozwinięta jest także sieć transportu zbiorowego (w Hasselt np. nie było i nie ma tramwajów, cały darmowy transport opiera się na autobusach).To temat na rzetelną analizę, a nie ogólnikową formułkę.
Potrzebujemy prawdziwej debaty
Najpoważniej brzmi argument, że darmowy transport uzależniony będzie w stu procentach od kaprysów polityków. Zawsze mogą znaleźć się bardziej widowiskowe inwestycje i linie mogą być likwidowane, a tabor nierozbudowywany. Nie jest to argument jednak aż tak mocny, jak może się wydawać, gdyż teraz również politycy zarządzają całością miejskiej kasy, również tą, która wpływa z biletów, a transport jakoś działa. To argument nie tyle za transportem odpłatnym, co za silną kontrolą społeczną nad samorządową kiesą. Tak, potrzebujemy silnego ruchu społecznego gotowego zawsze nacisnąć władzę, gdy postąpi niezgodnie z interesem ogółu i potrzebujemy ciągłej debaty, by ten interes wciąż rozpoznawać.
Wszystkie dyskusje o tym, jak zachęcić mieszkańców do przesiadania się z samochodów na transport zbiorowy są jałowe z jednego powodu: nikt nie pyta o zdanie samych zainteresowanych. Jeśli słyszę, że potrzebny jest nam transport szybki, czysty, itp., oczywiście nie mogę się nie zgodzić. Ale czy nawet najszybszy tramwaj zachęci ludzi do zostawienia samochodów w domu? Czy też muszą być spełnione inne warunki? Na to pytanie każdy mieszkaniec miasta udzieli innej odpowiedzi. Musimy te odpowiedzi poznać i poddać debacie.
Oczywiście całkowite wyeliminowanie transportu samochodowego z miast jest niemożliwe. Dostawcy i kurierzy to tylko dwie ważne kategorie pracowników, którzy samochód mieć muszą. Ale przecież wielu innych ludzi codziennie, w ramach obowiązków służbowych, wozi samochodami przedmioty, których inaczej przetransportować się nie da, jak ciężkie narzędzia, sztalugi, itp. Celem polityki miasta powinno być zatem stworzenie atrakcyjnej alternatywy dla pozostałych, tak aby samochód stał się na naszych drogach czymś rzadkim, ponieważ to przyniesie korzyść zarówno kierowcom, jak i reszcie mieszkańców.
Stoimy zatem wobec bardzo prostej sytuacji. Przeciętny wrocławianin może poruszać się po mieście pieszo, rowerem, samochodem bądź transportem zbiorowym. Jako że dwie pierwsze możliwości z wielu względów nie mogą być głównymi sposobami poruszania się większości mieszkańców, naszym zadaniem jest przede wszystkim sprawić, by transport zbiorowy był bardziej atrakcyjny niż samochód. Pytanie brzmi: jaki sposób jest najskuteczniejszy?
Logika portfela
Pomysł z darmowym transportem w gruncie rzeczy także jest niezwykle prosty. Każdy kierowca mając do wyboru stosunkowo drogi transport samochodowy, lub darmowy transport zbiorowy zastanowi się dwa razy nim zatankuje paliwo. Każdy mieszkaniec miasta zaś zastanowi się pięć razy zanim kupi samochód. Samochody generują koszty dla miasta, można powiedzieć wprost: stanowią problem. Doświadczenia belgijskiego Hasselt pokazały, że na darmowym transporcie można zaoszczędzić. Dzieje się tak właśnie dlatego, że znika ogromna część kosztów, jakie ponosi miasto na utrzymanie niszczonych wciąż dróg. Co więcej okazuje się, że nieprzejezdne dotychczas drogi i skrzyżowania przy zerowym nakładzie kosztów stają się doskonałe, nie trzeba ich poszerzać, ani przerabiać. Zmniejszony ruch samochodowy radzi sobie na nich bez kłopotu.
Argumenty przeciwników pomysłu zazwyczaj są bardzo nieprecyzyjne lub wręcz mylne. Wskazywanie, że miasta zachodniej Europy, w których wprowadzono darmowy transport, są bogatsze niż Wrocław, powinno nas prowadzić właśnie do tym gorętszego poparcia, a nie do odrzucenia projektu. Wśród Belgów i Francuzów z pewnością więcej jest ludzi, których stać na jazdę samochodem pomimo istnienia darmowego transportu, zatem u nas likwidacja biletów może przynieść jeszcze większe oszczędności w budżecie.
Niejasny sprzeciw
Argument, że darmowy transport jest "nieetyczny", gdyż wszyscy płacimy podatki (więc wszyscy go w takiej sytuacji finansujemy), a nie wszyscy korzystamy z komunikacji zbiorowej, jest kuriozalny i ośmiesza osobę, która go wysuwa. Każdy budżet - domowy, gminny czy państwowy, jest wynikiem walki różnych interesów. Jeśli każdy płaci tylko za to, z czego korzysta, to nie istnieje żaden budżet, żadne państwo i żadna demokracja. Ja również płacę podatki, a po ulicach Wrocławia jechałem samochodem może dziesięć razy w życiu. Tymczasem przynajmniej od objęcia urzędu prezydenta przez Rafała Dutkiewicza ewidentnym priorytetem budżetowym miasta jest rozbudowa sieci drogowej z myślą o dalszym wzroście liczby samochodów. Ja oraz tysiące innych podatników nie skorzystamy z tej polityki nigdy (czy ktokolwiek na niej skorzysta, to wciąż sprawa otwarta). Istnienie budżetu, który ze wspólnej kasy opłaca określone projekty, dla jednych bardziej, dla innych mniej korzystne, jest faktem, z którym po prostu trzeba się pogodzić. Jako podatnik chciałbym na przykład, żeby miasto, zanim wyda miliony na "niezbędne" parkingi wielopoziomowe na obrzeżach centrum, zastanowiło się jak można sprawić, by choć część Wrocławian samochody zostawiła w domu. Od tego mamy demokrację, by drogą publicznej dyskusji wypracowywać rozwiązania najlepsze. Według mnie pomysł darmowego transportu trzeba rozważać poważnie właśnie jako taki, który maksymalizuje korzyści z wydawania wspólnych pieniędzy dla całej społeczności (pasażerów, kierowców i mieszkańców okolic węzłów komunikacyjnych).
Stwierdzenie, że ludzie nie szanują tego, co jest darmowe, również należy traktować raczej jak frazes niż konkretny zarzut. Wandalizm jest problemem na całym świecie i dotyczy zarówno własności publicznej, jak i prywatnej, ogólnodostępnej i ekskluzywnej . Konieczność skasowania biletu nie powstrzyma nikogo przed zaśmieceniem wozu czy wybiciem szyby, a już tym bardziej zniszczeniem przystanku. Prawdopodobny jest scenariusz odwrotny. Obecnie socjologowie miasta uważają raczej, że tzw. tagi (rodzaj podpisu robionego zwykle markerem w widocznym miejscu publicznym), graffiti, itp. są sposobem na oswojenie obcej przestrzeni, podkreślenie swojej bytności w świecie, z którego jest się wymazywanym. Jeśli miasto wypowie wojnę gapowiczom na wszystkich frontach i transport miejski stanie się enklawą bez wstępu dla tych, którzy mają jedynie złotówkę w kieszeni, obcość zostanie zarysowana w pełni.
Ciekawszy jest argument, że Wrocław jest większy niż miasta, w których dotychczas wprowadzono darmowy transport zbiorowy. To oczywiście prawda. Pytanie: tylko co z tego wynika? We Wrocławiu jest więcej kurierów, więcej dostawców, więcej ludzi ma daleko do pracy, ale również więcej jest dróg, na których zmniejszony ruch samochodowy mógłby się rozłożyć. Znacznie lepiej rozwinięta jest także sieć transportu zbiorowego (w Hasselt np. nie było i nie ma tramwajów, cały darmowy transport opiera się na autobusach).To temat na rzetelną analizę, a nie ogólnikową formułkę.
Potrzebujemy prawdziwej debaty
Najpoważniej brzmi argument, że darmowy transport uzależniony będzie w stu procentach od kaprysów polityków. Zawsze mogą znaleźć się bardziej widowiskowe inwestycje i linie mogą być likwidowane, a tabor nierozbudowywany. Nie jest to argument jednak aż tak mocny, jak może się wydawać, gdyż teraz również politycy zarządzają całością miejskiej kasy, również tą, która wpływa z biletów, a transport jakoś działa. To argument nie tyle za transportem odpłatnym, co za silną kontrolą społeczną nad samorządową kiesą. Tak, potrzebujemy silnego ruchu społecznego gotowego zawsze nacisnąć władzę, gdy postąpi niezgodnie z interesem ogółu i potrzebujemy ciągłej debaty, by ten interes wciąż rozpoznawać.
Wszystkie dyskusje o tym, jak zachęcić mieszkańców do przesiadania się z samochodów na transport zbiorowy są jałowe z jednego powodu: nikt nie pyta o zdanie samych zainteresowanych. Jeśli słyszę, że potrzebny jest nam transport szybki, czysty, itp., oczywiście nie mogę się nie zgodzić. Ale czy nawet najszybszy tramwaj zachęci ludzi do zostawienia samochodów w domu? Czy też muszą być spełnione inne warunki? Na to pytanie każdy mieszkaniec miasta udzieli innej odpowiedzi. Musimy te odpowiedzi poznać i poddać debacie.
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Darmowy transport to nie utopia
pracownikxyz
25.09.09, 12:45
Świetny list. Szacunek dla autora.»
-
Darmowy transport to nie utopia
pawel_zet
25.09.09, 15:06
Wrocław ma zupełnie inne priorytety niż komunikacja zbiorowa, jeśli chodzi o utylizację budżetu. Do niedawna jednym z priorytetów była budowa fontann. Teraz - obawiam się - absolutnym »
Najczęściej czytane24 htydzień


