System przyjazny studentowi
10.06.2009
, aktualizacja: 10.06.2009 11:22
LIST CZYTELNIKA. Znam sytuację na kilku kierunkach - poprzez własne doświadczenia oraz poprzez studia rodzeństwa. Oto kilka moich spostrzeżeń.
ZOBACZ TAKŻE
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci (06-06-09, 10:00)
SERWISY
Nie chcę tutaj obrażać nikogo, ale powiem szczerze, żal mi na przykład studentów politechniki. To, co działo się na studiach mojego brata - i to co wyczyniają moi znajomi - aż się wierzyć nie chce. Zero motywacji, zero stresu, bo "i tak skończę te studia i będę mieć mgr inż. przed nazwiskiem".
Ta "przyjazność studentowi" przechodzi ludzkie pojęcie. Bo przecież jest możliwe, że student nie zalicza przedmiotu/-ów i dalej studiuje (patrz tzw. "deficyty punktów" czy inne pomysły). Balanga odchodzi na całego, alkohol leje się w nieprzyzwoitych ilościach. Nauka tylko w sesji, o ile w ogóle.
Jest jeszcze garstka tych uczciwych i zmotywowanych, ale niestety na tej grupce wożą się prawdziwe masy, hmmm, jakby to nazwać, nierobów.
Generalna zasada obowiązująca obecnie na studiach to przeniesienie "3 razy z" z liceum: zakuć - zaliczyć - zapomnieć. Kiedyś, o ile wiem, mówiło się, że tak może być właśnie w średnich szkołach ogólnokształcących, które ładują wiedzę ze wszystkiego i z niczego. Tymczasem studia miały już konkretnie kierunkować, wzbudzać zainteresowania.
Ale teraz system wymaga od ludzi studiowania tego, "co da najlepszy zarobek". I stąd się biorą lekarze z łódzkiego pogotowia (znam co najmniej kilkanaście przypadków kolegów i koleżanek z Akademii Medycznej, którzy dla pieniędzy i kariery nie zawahaliby się postąpić podobnie), prawnicy Lwa Rywina (siostra skończyła prawo, generalna zasada po studiach - jak obejść przepisy, żeby potem swoim klientom pomagać w oszukiwaniu wymiaru sprawiedliwości).
I pogoń za wskaźnikami: "w Polsce mamy najwyższy wzrost liczby studentów w ostatnich latach w Europie". Niedługo będziemy mieli najwięcej magistrów (licencjat w Polsce w zasadzie powinno się dawać po maturze, bo taki poziom jest przez ten stopień naukowy reprezentowany). W pogoni za pieniędzmi następuje nawet dewaluacja zaszczytnego stopnia doktora, ponieważ państwowe uczelnie za pozwoleniem najwyższych władz otwierają niestacjonarne studia doktoranckie!
Mój kolega - średniak na studiach ("leciał na samych trójach") jest teraz właśnie na takich studiach. Kryterium przyjęcia: sprostać finansowo opłatom w wysokości kilku tysięcy za semestr, znaleźć skorumpowanego promotora, który za kilka "kawałków" podpisze się pod marnej jakości kompilacją skomplikowanych tekstów innych autorów.
Uprośćmy jeszcze i inne rzeczy - profesury niech będą wzorem innych krajów za wiek, a nie za osiągnięcia, zlikwidujmy habilitację (do której i tak, jak pokazują wrocławskie przykłady, można sobie co nieco przepisać od innych). A wtedy wyjedzie, że jesteśmy najinteligentniejszym narodem Europy.
Bo przecież już teraz żeby zdać maturę z języka ojczystego - patrz przykład tego roku, wystarczyło umieć tylko czytać i pisać (chociaż to ostatnie niekoniecznie, dysgrafia w modzie!)
Ta "przyjazność studentowi" przechodzi ludzkie pojęcie. Bo przecież jest możliwe, że student nie zalicza przedmiotu/-ów i dalej studiuje (patrz tzw. "deficyty punktów" czy inne pomysły). Balanga odchodzi na całego, alkohol leje się w nieprzyzwoitych ilościach. Nauka tylko w sesji, o ile w ogóle.
Jest jeszcze garstka tych uczciwych i zmotywowanych, ale niestety na tej grupce wożą się prawdziwe masy, hmmm, jakby to nazwać, nierobów.
Generalna zasada obowiązująca obecnie na studiach to przeniesienie "3 razy z" z liceum: zakuć - zaliczyć - zapomnieć. Kiedyś, o ile wiem, mówiło się, że tak może być właśnie w średnich szkołach ogólnokształcących, które ładują wiedzę ze wszystkiego i z niczego. Tymczasem studia miały już konkretnie kierunkować, wzbudzać zainteresowania.
Ale teraz system wymaga od ludzi studiowania tego, "co da najlepszy zarobek". I stąd się biorą lekarze z łódzkiego pogotowia (znam co najmniej kilkanaście przypadków kolegów i koleżanek z Akademii Medycznej, którzy dla pieniędzy i kariery nie zawahaliby się postąpić podobnie), prawnicy Lwa Rywina (siostra skończyła prawo, generalna zasada po studiach - jak obejść przepisy, żeby potem swoim klientom pomagać w oszukiwaniu wymiaru sprawiedliwości).
I pogoń za wskaźnikami: "w Polsce mamy najwyższy wzrost liczby studentów w ostatnich latach w Europie". Niedługo będziemy mieli najwięcej magistrów (licencjat w Polsce w zasadzie powinno się dawać po maturze, bo taki poziom jest przez ten stopień naukowy reprezentowany). W pogoni za pieniędzmi następuje nawet dewaluacja zaszczytnego stopnia doktora, ponieważ państwowe uczelnie za pozwoleniem najwyższych władz otwierają niestacjonarne studia doktoranckie!
Mój kolega - średniak na studiach ("leciał na samych trójach") jest teraz właśnie na takich studiach. Kryterium przyjęcia: sprostać finansowo opłatom w wysokości kilku tysięcy za semestr, znaleźć skorumpowanego promotora, który za kilka "kawałków" podpisze się pod marnej jakości kompilacją skomplikowanych tekstów innych autorów.
Uprośćmy jeszcze i inne rzeczy - profesury niech będą wzorem innych krajów za wiek, a nie za osiągnięcia, zlikwidujmy habilitację (do której i tak, jak pokazują wrocławskie przykłady, można sobie co nieco przepisać od innych). A wtedy wyjedzie, że jesteśmy najinteligentniejszym narodem Europy.
Bo przecież już teraz żeby zdać maturę z języka ojczystego - patrz przykład tego roku, wystarczyło umieć tylko czytać i pisać (chociaż to ostatnie niekoniecznie, dysgrafia w modzie!)
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
System przyjazny studentowi
trzy.14
10.06.09, 13:14
Sprawa jest prosta jak y=ax: dotacje ministerialne są proporcjonalne do liczbykształconych studentów, nie mają natomiast żadnego związku z poziomemkształcenia (wg ministerialnych kryteriów »
-
Re: System przyjazny studentowi
tomek854
11.06.09, 00:08
Jaki list? Przecież to jest z sąsiedniego wątku przekopiowane! »
Najczęściej czytane24 htydzień




