Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wykładowców
10.06.2009
, aktualizacja: 10.06.2009 09:06
LIST CZYTELNIKA. Niewątpliwie nie można wymagać, żeby każdy student był alfą i omegą. Niektórzy mają predyspozycje do studiowania, inni nie. Równie niewątpliwe jest to, że ogromne rzesze studentów zaistniały, ponieważ uczelnie, tak państwowe, jak i prywatne, przyjmują na studia niemalże każdego, kto tylko chce, zwłaszcza na studia zaoczne. Nie chcę jednak w żaden sposób dyskredytować studentów zaocznych - sam jestem absolwentem takich studiów. Problem jest zgoła odmienny.
ZOBACZ TAKŻE
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci (06-06-09, 10:00)
SERWISY
Prof. Mikołaj Rudolf stawia zarzuty, iż studenci robią błędy ortograficzne, nigdy nie obsługiwali urządzeń laboratoryjnych czy nie przeprowadzali doświadczeń. No cóż, nie każdy może być ekspertem w dziedzinie ortografii jak prof. Miodek czy prof. Bralczyk. To, że student nie potrafi pisać poprawnie ortograficznie, jest według pana profesora czynnikiem całkowicie go dyskwalifikującym? Czy gdyby Einstein pisał "rzułf" zamiast "żółw", byłby gorszym fizykiem? Chyba nie, bo też nie ortografia była jego domeną. Fakt zaś, że studenci nie obsługiwali urządzeń czy nie przeprowadzali doświadczeń, nie jest ich winą, tylko zapewne szkolnictwa na etapie przeduniwersyteckim. Niestety, przynajmniej za moich czasów w szkole średniej doświadczeń przeprowadzało się żałośnie mało, o ile wcale, bo raczej niewiele z nich jestem sobie w stanie przypomnieć.
Pytanie jednak, panie profesorze, czy pan profesor owych studentów wyśmiał, jak to niektórzy nauczyciele akademiccy mają w zwyczaju, traktując studentów jako niższą formę życia, czy też stanął pan na wysokości zadania i przekazał im wiedzę na temat urządzeń i doświadczeń? Mam nadzieję, że to drugie.
Jest też druga strona medalu. Studia na uczelni wyższej, jak sądzę, mają poszerzyć zdobytą dotychczas wiedzę i wpoić nową. Szkoda tylko, a to mogę powiedzieć z autopsji, że student ma ograniczone możliwości rozwoju na studiach. Dlaczego? Zobaczmy: sarkastyczne uwagi na temat niewiedzy powodują, że studenci przestają zadawać pytania, indywidualne konsultacje są farsą, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy wykładowca ma godzinę czasu tygodniowo na konsultacje dla swych studentów. Poza tym studenci widzą swojego profesora jedynie na wykładzie i na egzaminie (a i to nie zawsze, bo nieraz nie raczą profesorowie pojawić się na egzaminie). A że pan profesor musi mówić wolniej, żeby studenci zrozumieli? Może problem wynika z tego, że pan profesor mówi za szybko, a nie z tego, że studenci rozumieją zbyt wolno?
Nie, panie profesorze, nie tylko obniża się poziom studentów, ale poziom wykładowców, śmiem twierdzić, również. Być może za pańskich czasów było inaczej, za czasów, gdy mój ojciec studiował na Wydziale Geografii UWr, też było inaczej. Profesorowie darzyli studentów szacunkiem, a studenci rewanżowali się tym samym. Wtedy studiowało się, dziś zaś studia sprowadzają się do konieczności wkucia partii materiału, odbębnienia kolokwium na każdych zajęciach (a tak na przykład wyglądały zajęcia z łaciny na historii, gdzie jedna z wykładowczyń na każdych zajęciach robiła kolokwium), a potem tak samo odbębnienia egzaminu (w formie testu często, a co do sprawdzania, to proszę zapytać swoich studentów, jakie jest ich zdanie na temat sprawdzania prac egzaminacyjnych: rzucamy prace do góry, co spadnie na biurko - 5; co koło biurka - 3; reszta ma niezaliczony egzamin).
A zatem, reasumując, studenci nie są głąbami. Są studenci, którym wiedza przychodzi bez trudu, są też tacy którzy potrzebują pomocy. Zamiast obrażać wszystkich studentów, proszę spróbować pomóc tym, którzy pomocy potrzebują, a nie skreślać ich dlatego, że nie znają ortografii czy dlatego, że nie potrafią przeprowadzić eksperymentu. Uczelnia wyższa, panie profesorze, to szkoła, a zadaniem szkoły jest uczyć, a nie skreślać (choć to drugie z pewnością jest łatwiejsze).
Pytanie jednak, panie profesorze, czy pan profesor owych studentów wyśmiał, jak to niektórzy nauczyciele akademiccy mają w zwyczaju, traktując studentów jako niższą formę życia, czy też stanął pan na wysokości zadania i przekazał im wiedzę na temat urządzeń i doświadczeń? Mam nadzieję, że to drugie.
Jest też druga strona medalu. Studia na uczelni wyższej, jak sądzę, mają poszerzyć zdobytą dotychczas wiedzę i wpoić nową. Szkoda tylko, a to mogę powiedzieć z autopsji, że student ma ograniczone możliwości rozwoju na studiach. Dlaczego? Zobaczmy: sarkastyczne uwagi na temat niewiedzy powodują, że studenci przestają zadawać pytania, indywidualne konsultacje są farsą, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy wykładowca ma godzinę czasu tygodniowo na konsultacje dla swych studentów. Poza tym studenci widzą swojego profesora jedynie na wykładzie i na egzaminie (a i to nie zawsze, bo nieraz nie raczą profesorowie pojawić się na egzaminie). A że pan profesor musi mówić wolniej, żeby studenci zrozumieli? Może problem wynika z tego, że pan profesor mówi za szybko, a nie z tego, że studenci rozumieją zbyt wolno?
Nie, panie profesorze, nie tylko obniża się poziom studentów, ale poziom wykładowców, śmiem twierdzić, również. Być może za pańskich czasów było inaczej, za czasów, gdy mój ojciec studiował na Wydziale Geografii UWr, też było inaczej. Profesorowie darzyli studentów szacunkiem, a studenci rewanżowali się tym samym. Wtedy studiowało się, dziś zaś studia sprowadzają się do konieczności wkucia partii materiału, odbębnienia kolokwium na każdych zajęciach (a tak na przykład wyglądały zajęcia z łaciny na historii, gdzie jedna z wykładowczyń na każdych zajęciach robiła kolokwium), a potem tak samo odbębnienia egzaminu (w formie testu często, a co do sprawdzania, to proszę zapytać swoich studentów, jakie jest ich zdanie na temat sprawdzania prac egzaminacyjnych: rzucamy prace do góry, co spadnie na biurko - 5; co koło biurka - 3; reszta ma niezaliczony egzamin).
A zatem, reasumując, studenci nie są głąbami. Są studenci, którym wiedza przychodzi bez trudu, są też tacy którzy potrzebują pomocy. Zamiast obrażać wszystkich studentów, proszę spróbować pomóc tym, którzy pomocy potrzebują, a nie skreślać ich dlatego, że nie znają ortografii czy dlatego, że nie potrafią przeprowadzić eksperymentu. Uczelnia wyższa, panie profesorze, to szkoła, a zadaniem szkoły jest uczyć, a nie skreślać (choć to drugie z pewnością jest łatwiejsze).
- 30 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy...
yanuss
10.06.09, 09:40
Moze tak to kiedys bylo. Pamietajmy, ze od dluzszego juz czasu wyklady nie saobowiazkowe. Studenci dziela wiec je na dwie kategorie, te, na ktore trzebachodzic bo koncza sie egzaminem, i te,»
-
Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy..
korcia2000
11.06.09, 12:57
Jestem zaawansowany wiekowo, studiowałem dano temu, ale obecnie mam kontakt z środowiskiem uniwersyteckim, zarówno jeśli chodzi o studentów jak i kadrę naukową. Stwierdzam, że yanuss w »
-
Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy...
kamil922
29.06.09, 11:03
Typowy przykład głupoty.Nikt nie każe studentom, być specjalistami w sprawach języka polskiego. Wymaga się od nich tylko podstawowych znajomości ortografii. Nie porównuj studentów do »
Najczęściej czytane24 htydzień




