Przywróćmy egzaminy na studia
09.06.2009
, aktualizacja: 09.06.2009 13:03
LIST CZYTELNIKA. Bolesne jest czytanie takiego artykułu, artykułu zawierającego smutne i zarazem prawdziwe wypowiedzi. Muszę jednak zgodzić się z każdym słowem prof. Rudolfa.
ZOBACZ TAKŻE
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci (06-06-09, 10:00)
- Czy student jest głąbem i dlaczego aż takim (16-06-09, 13:32)
SERWISY
Uważam, że zniesienie egzaminów wstępnych wpłynęło negatywnie na dobór studentów. Konieczność udowodnienia posiadanej wiedzy w budynku przyszłej uczelni już działało na wszystkich chętnych, a co dopiero rozmowa kwalifikacyjna! Sama 13 lat temu zdawałam złożony egzamin wstępny (pisemny polski, ustny polski, ustna historia i rozmowa kwalifikacyjna), którego kolejny poziom zależał od poprzedniego. Profesorowie mieli okazję przyjrzeć się nie tylko temu, co miałam do powiedzenia, lecz także ocenić umiejętność prezentacji i radzenia sobie ze stresem. Punkty ze świadectwa dojrzałości dodawano do tego, co osiągnęłam sama podczas egzaminu.
O ściąganiu nie było mowy. Podczas części pisemnej pilnowali nas doktoranci i niejedna osoba musiała opuścić salę.
Dziś o przyjęciu na studia decydują punkty zdobyte podczas matury de facto łatwiejszej niż ta, którą zdawano przed reformą. Wielu maturzystów zleca napisanie swoich prezentacji zdolniejszym kolegom, studentom czy nawet własnym nauczycielom, byle nabić więcej punktów (i oby to był jedyny z powodów!). Tak oto rodzi się idea szablonu, wpasowania się we wzorzec i stres, że własne myślenie jest błędem.
Świat jawi się młodym jako coraz bardziej dostępny i łatwy, bez granic, nawet tych etycznych. Ta łatwość zabija w nich dociekliwość, zmysł poszukiwacza, badacza, odkrywcy. W jakim celu mają cokolwiek robić sami, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto poda im na tacy rozwiązanie?
Ja z bratankiem na przedzie, a reszta?...Jakoś to będzie!
O ściąganiu nie było mowy. Podczas części pisemnej pilnowali nas doktoranci i niejedna osoba musiała opuścić salę.
Dziś o przyjęciu na studia decydują punkty zdobyte podczas matury de facto łatwiejszej niż ta, którą zdawano przed reformą. Wielu maturzystów zleca napisanie swoich prezentacji zdolniejszym kolegom, studentom czy nawet własnym nauczycielom, byle nabić więcej punktów (i oby to był jedyny z powodów!). Tak oto rodzi się idea szablonu, wpasowania się we wzorzec i stres, że własne myślenie jest błędem.
Świat jawi się młodym jako coraz bardziej dostępny i łatwy, bez granic, nawet tych etycznych. Ta łatwość zabija w nich dociekliwość, zmysł poszukiwacza, badacza, odkrywcy. W jakim celu mają cokolwiek robić sami, skoro zawsze znajdzie się ktoś, kto poda im na tacy rozwiązanie?
Ja z bratankiem na przedzie, a reszta?...Jakoś to będzie!
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




