Dlaczego nikt nie zmienia złego systemu edukacji?
09.06.2009
, aktualizacja: 09.06.2009 12:25
LIST CZYTELNIKA. Na początku chciałbym podziękować, że ktoś w końcu zainteresował się tym tematem. Tematem tragicznej polskiej edukacji, na którą każdy narzeka, a nikt jej nie zmienia.
ZOBACZ TAKŻE
- Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci (06-06-09, 10:00)
- Czy student jest głąbem i dlaczego aż takim (16-06-09, 13:32)
SERWISY
Niestety o tym, jak jest, przekonałem się w wyniku obcowania z tą edukacją przez 12 lat. Jest źle. Nie odniosę się do poziomu studentów, bo na studia idę dopiero w tym roku, a nie chcę bazować jedynie na opiniach innych. Ale wiem, że to, jak wykształceni są studenci, zależy w głównej mierze od tego, czego nauczyli się w podstawówce, gimnazjum i liceum.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez całe swoje życie nie spotkałem się z nauczycielem, który powiedziałby choć jedno dobre słowo o aktualnym systemie edukacji, a mimo to wszystko nadal jest takie samo, albo wręcz idzie ku gorszemu. Czy oni naprawdę nie mogą nic zmienić, czy może nie chcą?
Pierwszym grzechem jest chyba instytucja gimnazjum. Osobiście nic z niego nie wyniosłem prócz przyjaźni (ale to chyba z edukacją ma nie wiele wspólnego). Szkoła, która ma chyba za zadanie ucznia ukierunkować, dać mu podstawy wiedzy przed liceum, nie robi właściwie nic. W liceum i tak robi się wszystko od początku, zakładając, słusznie zresztą, że większość dzieciaków z gimnazjum nic nie wyniosło - dotyczy to szczególnie przedmiotów ścisłych - fizyki czy chemii. System osiem lat podstawówki plus cztery lata liceum zachwalany jest teraz przez każdego nauczyciela...więc dlaczego do niego nie wrócić?
Druga sprawa to materiał. Niestety, 2,5 roku na przygotowanie się do matury to stanowczo za mało. Jeśli szkoła nie ma myślącej dyrekcji i wprowadza fakultety dopiero w drugiej klasie w liczbie godzina-dwie tygodniowo, to nie ma siły, by zdążyć z przerobieniem materiału z takich przedmiotów, jak np. biologia (wiem, bo sam to "przerabiałem"). Skoro jest za mało czasu, to dla czego nie poświęcić go głównie na przedmioty, które zdaje się na maturze, zamiast walczyć z całą resztą (bo przecież każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy !).Wychodzi w końcu na to, że zamiast przygotowywać do matury z matematyki, uczeń walczy z historią, byleby z niej zdać i zostać do matury w ogóle dopuszczonym.
Matura to już oddzielna sprawa. Generalnie jest ona przez większość nauczycieli, z którymi się spotkałem, odbierana negatywnie. Po pierwsze taka matura (łatwa, jak się mówi) zupełnie nie różnicuje uczniów ubiegających się o miejsca na studiach. Potem większość ma wynik powyżej 80 procent i jeden punkt w przód czy w tył to 20 miejsc na liście przyjętych. Mówi się, że ta matura krzywdzi uczniów dobrych, uzdolnionych, którzy to z niej dostają mało punktów i potem Ci "głupsi" dostają się na studia. Czy to prawda ? Nie wiem, ale z opowieści nauczycieli akademickich i studentów można wysnuć takie wnioski.
Odrębna kwestia to matura ustna z języka polskiego. Wiadomo nie od dziś, że uczniowie rzadko samodzielnie przygotowują prezentacje. Najczęściej jest to "spadek"' po znajomych z poprzedniego roku lub praca napisana przez opłaconą osobę (studenci, nauczyciele).W tym momencie cały egzamin mija się z celem. Trochę niesprawiedliwe jest również ocenianie takich matur. Zależy to od składu komisji, w lepszych szkołach trzeba się bardziej napracować, by w ogóle zdać, w szkołach słabszych wydukanie paru zdań jest nagradzane prawie brawami. Przykre.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez całe swoje życie nie spotkałem się z nauczycielem, który powiedziałby choć jedno dobre słowo o aktualnym systemie edukacji, a mimo to wszystko nadal jest takie samo, albo wręcz idzie ku gorszemu. Czy oni naprawdę nie mogą nic zmienić, czy może nie chcą?
Pierwszym grzechem jest chyba instytucja gimnazjum. Osobiście nic z niego nie wyniosłem prócz przyjaźni (ale to chyba z edukacją ma nie wiele wspólnego). Szkoła, która ma chyba za zadanie ucznia ukierunkować, dać mu podstawy wiedzy przed liceum, nie robi właściwie nic. W liceum i tak robi się wszystko od początku, zakładając, słusznie zresztą, że większość dzieciaków z gimnazjum nic nie wyniosło - dotyczy to szczególnie przedmiotów ścisłych - fizyki czy chemii. System osiem lat podstawówki plus cztery lata liceum zachwalany jest teraz przez każdego nauczyciela...więc dlaczego do niego nie wrócić?
Druga sprawa to materiał. Niestety, 2,5 roku na przygotowanie się do matury to stanowczo za mało. Jeśli szkoła nie ma myślącej dyrekcji i wprowadza fakultety dopiero w drugiej klasie w liczbie godzina-dwie tygodniowo, to nie ma siły, by zdążyć z przerobieniem materiału z takich przedmiotów, jak np. biologia (wiem, bo sam to "przerabiałem"). Skoro jest za mało czasu, to dla czego nie poświęcić go głównie na przedmioty, które zdaje się na maturze, zamiast walczyć z całą resztą (bo przecież każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy !).Wychodzi w końcu na to, że zamiast przygotowywać do matury z matematyki, uczeń walczy z historią, byleby z niej zdać i zostać do matury w ogóle dopuszczonym.
Matura to już oddzielna sprawa. Generalnie jest ona przez większość nauczycieli, z którymi się spotkałem, odbierana negatywnie. Po pierwsze taka matura (łatwa, jak się mówi) zupełnie nie różnicuje uczniów ubiegających się o miejsca na studiach. Potem większość ma wynik powyżej 80 procent i jeden punkt w przód czy w tył to 20 miejsc na liście przyjętych. Mówi się, że ta matura krzywdzi uczniów dobrych, uzdolnionych, którzy to z niej dostają mało punktów i potem Ci "głupsi" dostają się na studia. Czy to prawda ? Nie wiem, ale z opowieści nauczycieli akademickich i studentów można wysnuć takie wnioski.
Odrębna kwestia to matura ustna z języka polskiego. Wiadomo nie od dziś, że uczniowie rzadko samodzielnie przygotowują prezentacje. Najczęściej jest to "spadek"' po znajomych z poprzedniego roku lub praca napisana przez opłaconą osobę (studenci, nauczyciele).W tym momencie cały egzamin mija się z celem. Trochę niesprawiedliwe jest również ocenianie takich matur. Zależy to od składu komisji, w lepszych szkołach trzeba się bardziej napracować, by w ogóle zdać, w szkołach słabszych wydukanie paru zdań jest nagradzane prawie brawami. Przykre.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Dlaczego nikt nie zmienia złego systemu edukacji?
kletka
09.06.09, 15:30
sęk w tym,że Ci co ją zmieniają, robią to wyłącznie po to, by za swej kadencji rządowej zostawić po sobie pamiątkę w postaci zmian, niestety mało korzystnych dla kolejnych pokoleń obywateli.»
-
Re: Dlaczego nikt nie zmienia złego systemu eduka
pawel_zet
10.06.09, 10:55
Tak jak Kletka podejrzewam, że większość zmian wynika z chęci wprowadzenia zmian.Likwidacja systemu: 8 lat podstawówki i 4 lata liceum (ewentualnie 5 lat technikum), a także likwidacja »
Najczęściej czytane24 htydzień




