Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci - odpowiedź samorządu

Karol Przywara, rzecznik prasowy Samorządu Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, student III roku stosunków międzynarodowych
07.06.2009 , aktualizacja: 07.06.2009 18:05
A A A Drukuj
LIST DO REDAKCJI. Zarzuty prof. Mikołaja Rudolfa z Wydziału Chemii wymienione w artykule "Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci" są głęboko krzywdzące i przedstawiają tylko jedną stronę medalu. Kryzys polskiego szkolnictwa wyższego nie wziął się z nieuctwa czy braku chęci studentów do pracy. Powszechność studiów oraz rozwój prywatnych uczelni spowodowały, że "bycie studentem" nie jest już taką nobilitacją jak w przeszłości.
Uniwersytet Wrocławski
Fot. Mieczysław Michalak/ AG
Uniwersytet Wrocławski


Stosunek wrocławskich studentów do nauki jest oczywiście różny - zdarzają się prymusi, jest też na pewno paru leniów. Jednakże wrzucanie wszystkich do jednego worka jest niesprawiedliwe.

Warto może zastanowić się, dlaczego tak się dzieje - nie zrzucając całej winy na słabe przygotowanie do studiów po ukończeniu szkoły średniej.

Brak zaplecza naukowego, zbiurokratyzowana, niereformowalna struktura administracyjna uczelni czy kompletny brak kontaktu między nauczycielem akademickim a studentem (ograniczony do godzinnych konsultacji raz w tygodniu) - to wszystko może sprawić, że studentom odbiera ochotę do podjęcia jakiegokolwiek wysiłku.

Jakiś przykład? Zajęcia z informatyki dla 30-osobowej grupy studentów na ośmiu komputerach z windowsem '98...

Na palcach jednej ręki można policzyć nauczycieli akademickich, którzy poświęcają dużo uwagi studentom i ich problemom. Zazwyczaj profesorowie pracujący na dodatkowych etatach na prywatnych uczelniach nie mają zbyt wiele czasu dla swoich podopiecznych, a kontakt z nimi ograniczają do wykładu, wspomnianych konsultacji i egzaminu.

Chcielibyśmy zmienić postrzeganie studenta przez pracowników uczelni jako intruza, lenia, nieuka, kombinatora, wyłudzacza stypendiów i petenta w dziekanacie, który tylko "zawraca głowę" zapracowanym paniom.

Co chwilę do Samorządu Studentów trafiają sprawy takie jak zmiana regulaminu zaliczenia semestru w trakcie jego trwania, zmiana sposobu zaliczania przedmiotu dwa tygodnie przed sesją, oblewania 80 procent osób na roku z uśmiechem na ustach czy bardzo luźnego przestrzegania godzin konsultacji. Naprawdę nie jest fajnie, gdy ktoś zmienia reguły w trakcie gry.

Na szczęście zniesienie obowiązku służby wojskowej oraz zbliżający się demograficzny niż spowodują znaczne zmniejszenie liczby studentów. I wtedy prof. Rudolf nie będzie musiał mówić wolniej - bo nie będzie już komu słuchać...



** Co o tym sądzisz? Czy to pracownicy uczelni powinni uderzyć się w piersi? Czekamy na listy

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy