Görlitz oskarżyło Elektrownię Turów o zalanie miasta

Michał Kokot, współpraca Renate Heidner, MDR Sachsen
16.08.2010 , aktualizacja: 16.08.2010 21:50
A A A Drukuj
Zalane ulice Goerlitz położone nad rzeką Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta Zalane ulice Goerlitz położone nad rzeką
Władze Görlitz twierdzą, że to prezes Elektrowni Turów odpowiada za zalanie ich miasta. On się z tym nie zgadza i odpiera zarzuty. W poniedziałek zdecydowano o powołaniu wspólnej grupy roboczej, która wyjaśni, czy Polacy właściwie informowali Niemców o zbliżającej się fali powodziowej
Wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec i minister spraw wewnętrznych Saksonii Markus Ulbig ustalili wczoraj, że powołają wspólną grupę roboczą, która wyjaśni, kiedy i w jaki sposób Niemcy byli przez Polaków informowani o zagrożeniu
Fot. Michał Kokot / Agencja Gazeta
Wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec i minister spraw wewnętrznych Saksonii Markus Ulbig ustalili wczoraj, że powołają wspólną grupę roboczą, która wyjaśni, kiedy i w jaki sposób Niemcy byli przez Polaków informowani o zagrożeniu
Po wylaniu 7 sierpnia Nysy Łużyckiej w Görlitz zalanych zostało kilkadziesiąt domów. Straty w mieście szacowane są na 52 mln euro, a w całej Saksonii - na setki milionów. Do Prokuratury Okręgowej w Görlitz wpłynęło w poniedziałek doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Romana Walkowiaka, prezesa Elektrowni Turów. - Został wskazany jako osoba odpowiedzialna za to, że przerwana została tama na zbiorniku Niedów, co miało doprowadzić do powstania fali powodziowej i w konsekwencji do zalania miasta - wyjaśnia Sebastian Matthieu, prokurator okręgowy w Görlitz.

Prezes Walkowiak z zarzutami się nie zgadza. Twierdzi, że przerwanie tamy nie miało związku z powodzią. - Zbiornik Niedów mógł przyjąć jedynie 5 mln metrów sześciennych wody, a było jej znacznie więcej. Nadmiar Niemcy mogli odprowadzić do swojego zbiornika Bergsdorf. Ale widocznie tego nie zrobili - mówi prezes Elektrowni Turów. Rozmowa z prezesem Walkowiakiem - czytaj więcej

Niemiecka prokuratura odmówiła jednak wszczęcia postępowania w tej sprawie i przekazała ją prokuraturze w Jeleniej Górze. - Bo przyczyna ewentualnego przestępstwa leży po stronie polskiej - tłumaczy Matthieu.

Polacy już prowadzą własne śledztwo. - Wyjaśniamy przyczyny powodzi, w wyniku której zginęły cztery osoby - mówi Wioletta Niziołek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Winnych podtopienia przygranicznych miast leżących wzdłuż Nysy Łużyckiej Niemcy szukają od tygodnia. - Złożyliśmy doniesienie do prokuratury, by ustaliła, kto odpowiada za powódź, która spowodowała u nas wielomilionowe straty. Naszym zdaniem przyczyna może leżeć w przerwaniu tamy na zbiorniku przy Elektrowni Turów - mówi Joachim Paulick, burmistrz Görlitz.

Niemieckie miasto w odróżnieniu od Zgorzelca nie przygotowywało się do nadchodzącej fali. - Informację o tym, że się do nas zbliża, dostaliśmy dopiero kilkanaście minut przed jej nadejściem. Było zbyt mało czasu, by zareagować. Za brak ostrzeżenia nie winię burmistrza Zgorzelca, bo w tym czasie miał na głowie akcję ewakuacyjną. Polacy wspólnie z Niemcami powinni jednak ustalić, jak przebiegała komunikacja między obydwoma krajami, by do takich zdarzeń nie doszło już w przyszłości - mówi Paulick.

Do takich samych wniosków doszli w poniedziałek wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec i minister spraw wewnętrznych Saksonii Markus Ulbig. Podczas spotkania w Zgorzelcu ustalili, że powołają wspólną polsko-niemiecką grupę roboczą, która wyjaśni, kiedy i w jaki sposób Niemcy byli przez Polaków informowani o zagrożeniu. Wiadomo, że komunikaty stronie niemieckiej przekazywano na kilku poziomach: przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, Straż Graniczną, straż pożarną, policję, wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zespół ma wyjaśnić, czy te wiadomości dotarły do adresatów.

Minister Ulbig przyznał jednak w poniedziałek, że wina za powstanie zagrożenia może leżeć również po stronie Niemców. Na Nysie Łużyckiej znajdują się bowiem mosty sprzed II wojny światowej. Wiszą one zbyt nisko i woda, która niosła ze sobą konary drzew, spiętrzała się na nich, co mogło zwiększać prędkość fali powodziowej. Saksoński rząd kilka lat temu domagał się remontów części z nich, ale dotąd nie zostały przeprowadzone.

- Stare mosty i występujące na nich spiętrzenia wody rzeczywiście mogły doprowadzić do powodzi. Będziemy badać także ten wątek sprawy - zapowiedział Ulbig.

Do polsko-niemieckiego zespołu ma zostać zaproszona również strona czeska. - Chcemy wypracować wspólny model komunikacji i reagowania na zagrożenie - tłumaczy wojewoda Jurkowlaniec.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • Goerlitz oskarżyło PGE Turów o zalanie miasta pssz 16.08.10, 15:29

    Będzie wieloletnie śledztwo, potem długi proces z odwołaniami i sprawa rozejdzie się po kościach.»

  • Prawdy nie dowiemy się nigdy !!! asocjacja_w 16.08.10, 20:10

    Prawdy nie dowiemy się nigdy bo sprawę odgórnie zamieciono pod dywan bo w radzie nadzorczej elektrowni zasiadają wiceministrowie Nawet dziennikarze GW zamilkli a prawda jestoczywista jeśli »

  • Görlitz oskarżyło Elektrownię Turów o zalanie m... jacek.killman 17.08.10, 13:04

    Trzeba było nie wygrywać wojny, a problem miałby zupełnie kto inny. A może infrastruktura mogłaby być wówczas na innym poziomie i nie byłoby problemu wcale. Szkoda tylko ludzi, którzy muszą »