Zbiornik w Niedowie - zaszkodził, czy raczej pomógł?
13.08.2010
, aktualizacja: 13.08.2010 21:06
- Pęknięcie zapory nie spowodowało katastrofy. A gdyby nie było Niedowa, to w Radomierzycach nikt żywy by nie został - mówi prezes elektrowni Turów, do której należy zbiornik
ZOBACZ TAKŻE
- Elektrownia Turów po powodzi odzyskuje moc (24-08-10, 17:17)
- Görlitz oskarżyło Elektrownię Turów o zalanie miasta (16-08-10, 14:58)
RAPORTY
Rozmowa z Romanem Walkowiakiem*
Tomasz Wysocki: We wtorek, trzeciego dnia po zalaniu Bogatyni, Radomierzyc i okolic Zgorzelca, premier Tusk stwierdził: "Będę oczekiwał pełnej informacji na temat odbudowy zbiornika i działań na zbiorniku w tych krytycznych chwilach, czy nie było próby chronienia interesu elektrowni i stawiania go wyżej niż interesu publicznego związanego z zagrożeniem powodziowym". To sugestia, że elektrownia nawet kosztem zagrożenia życia mieszkańców okolicy chroniła swój majątek.
Roman Walkowiak: Znam tę wypowiedź. Może ona wynika z niedoinformowania premiera, któremu prawdopodobnie zasugerowano, że zbiornik w Niedowie jest zbiornikiem przeciwpowodziowym. Tymczasem to zbiornik przemysłowy, przepływowy. Podkreślam, to nie jest zbiornik retencyjny, nie był włączony w układ ochrony przeciwpowodziowej regionu. Ten zbiornik może pomieścić tylko 5 milionów metrów sześciennych wody, więc nie mógł zatrzymać 30 milionów. Gdyby doradcy premiera zadzwonili do kogokolwiek z elektrowni, dostaliby pełną informację. Ale nikt nas nie pytał. Pan jest pierwszą osobą z mediów, z którą rozmawiam na ten temat. Także we wtorek byli u nas prezydent Bronisław Komorowski i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna i wyjaśniłem im wszystkie okoliczności tego kataklizmu.
Ale sprawą zajmuje się prokuratura.
- Oczywiście, dochodzenie wyjaśniające jest potrzebne. Tego typu obiekty podlegają przepisom prawa budowlanego - jeśli ulegną katastrofie, to trzeba ustalić jej przyczyny. Osobiście uruchomiłem audyt wewnętrzny w tej sprawie, odrębne postępowanie prowadzi nadzór budowlany.
Tymczasem ciągle pojawiają się nieprawdziwe informacje. Na przykład, że Bogatynia została zalana wodą z naszego zbiornika. To kompletny absurd. Niedów i Bogatynię dzieli 20 kilometrów i to fizycznie nie jest możliwe, aby fala ze zbiornika poszła w stronę miasta.
Ale pojawiają się także zarzuty ze strony niemieckiej, że Niemcy nie zostali w porę ostrzeżeni o tym, że tama jest zagrożona i może nie wytrzymać naporu wody. W piątek dziennik "Die Welt" podał na swojej stronie internetowej, że władze Görlitz zamierzają złożyć w prokuraturze wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności użytkownika zbiornika.
- Jestem zaskoczony tymi zarzutami. Rozumiem, że w Niemczech są kancelarie prawne, które będą szukały winnego. A tu pretensje można mieć do matki natury, że przyniosła takie opady.
Pęknięcie tamy nie spowodowało katastrofy. Wręcz przeciwnie, istnienie tamy i zbiornika ograniczyło skutki kataklizmu. Ochroniło mieszkańców Radomierzyc i złagodziło falę, która wystąpiła na Nysie Łużyckiej, a tym samym zmniejszyło zniszczenia w Görlitz i Zgorzelcu.
W sobotę 7 sierpnia sytuacja na tamie zmieniała się bardzo szybko. Jeszcze o godz. 14 napływało 30 metrów sześciennych wody na sekundę, a o godz. 15.50 było to już 650 metrów! To świadczy o tym, jak gwałtowne to było zjawisko.
Skali zagrożenia, jakie niosła woda, nikt nie mógł przewidzieć. Przypominam: ten zbiornik to nie jest bufor, który magazynuje wodę - ile wody do niego wpłynie, tyle musi wypłynąć. Ale dzięki niemu fala powodziowa została spłaszczona. Maksymalnie otworzyliśmy spusty, do rzeki Witki i Nysy woda płynęła z szybkością 650 metrów sześciennych na sekundę. Dodam, że koryto Witki było w stanie bezpiecznie przyjąć ledwie 90 metrów sześciennych. Już wtedy informowaliśmy sztab kryzysowy w Zgorzelcu, że trzeba błyskawicznie ewakuować Radomierzyce.
Ale mimo otwarcia spustów napływ wody był tak potężny, że zarządziliśmy ewakuację obsługi z dołu. Woda przelewała się przez koronę zapory na wysokości 300 metrów, podczas gdy zwykle sięga 210 metrów. Fala, przechodząc przez koronę tamy, zaczęła omywać jej część napowietrzną, suchą, która nie jest wzmacniana ekranem betonowym. Tam tylko jest spoiwo ziemno-gliniaste, które zaczęło się wypłukiwać. To trwało około godziny, półtorej, ale wytłumiło falę. Jednak potem nastąpiło tąpnięcie i zalanie. Gdyby nie było zbiornika, to w Radomierzycach nikt żywy by nie został. Kiedy tama puściła, ocalał Zawidów leżący po drugiej stronie zbiornika. Woda podchodziła tam już wysoko, ale kiedy tama się rozszczelniła, odpłynęła ze wsi.
Co teraz dzieje się wokół zbiornika?
- W sobotę całkowicie zniszczona została główna zapora. Uszkodzone są też skarpy na obrzeżach zbiornika. Od wtorku trwają w nim prace zabezpieczające. W tej chwili jedna z firm przygotowuje budowę tymczasowej grobli w tym samym miejscu. Do czasu jej powstania woda nie będzie spiętrzona do normalnego poziomu. Inna firma kontroluje obiekt, w którym są hydrogeneratory oraz pomieszczenia przepompowni. To najważniejsza część zbiornika. Jej uruchomienie przewidujemy za osiem tygodni.
Zbiornik Niedów został wybudowany na początku lat 60. Czy skorzystacie z sytuacji, aby go podczas odbudowy udoskonalić?
- Wyczuwam podtekst w tym pytaniu, sugestię, że zapora nie spełniała warunków bezpieczeństwa. Podkreślam: ta zapora była absolutnie bezpieczna. Spełniała warunki stawiane przemysłowym zbiornikom przepływowym. Była bezpieczną budowlą z całodobową obsługą. W 2006 roku przeszła gruntowną kontrolę; pod nadzorem specjalistów z Politechniki Wrocławskiej sprawdzano jej stabilność. W latach 2007-2009 przeszła gruntowny remont. Oczywiście, przez pół wieku, jakie minęło od jej budowy, świat poszedł do przodu. Przy odbudowie skorzystamy z najnowszych technologii zaproponowanych przez wykonawców. Szacujemy, że budowa potrwa około półtora roku.
Ile będzie kosztowała?
- Nie mogę mówić nawet o przybliżonych kosztach. Projektanci dopiero przygotowują opisy proponowanych technologii.
* Inż. Roman Walkowiak jest prezesem PGE Elektrowni Turów
Tomasz Wysocki: We wtorek, trzeciego dnia po zalaniu Bogatyni, Radomierzyc i okolic Zgorzelca, premier Tusk stwierdził: "Będę oczekiwał pełnej informacji na temat odbudowy zbiornika i działań na zbiorniku w tych krytycznych chwilach, czy nie było próby chronienia interesu elektrowni i stawiania go wyżej niż interesu publicznego związanego z zagrożeniem powodziowym". To sugestia, że elektrownia nawet kosztem zagrożenia życia mieszkańców okolicy chroniła swój majątek.
Roman Walkowiak: Znam tę wypowiedź. Może ona wynika z niedoinformowania premiera, któremu prawdopodobnie zasugerowano, że zbiornik w Niedowie jest zbiornikiem przeciwpowodziowym. Tymczasem to zbiornik przemysłowy, przepływowy. Podkreślam, to nie jest zbiornik retencyjny, nie był włączony w układ ochrony przeciwpowodziowej regionu. Ten zbiornik może pomieścić tylko 5 milionów metrów sześciennych wody, więc nie mógł zatrzymać 30 milionów. Gdyby doradcy premiera zadzwonili do kogokolwiek z elektrowni, dostaliby pełną informację. Ale nikt nas nie pytał. Pan jest pierwszą osobą z mediów, z którą rozmawiam na ten temat. Także we wtorek byli u nas prezydent Bronisław Komorowski i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna i wyjaśniłem im wszystkie okoliczności tego kataklizmu.
Ale sprawą zajmuje się prokuratura.
- Oczywiście, dochodzenie wyjaśniające jest potrzebne. Tego typu obiekty podlegają przepisom prawa budowlanego - jeśli ulegną katastrofie, to trzeba ustalić jej przyczyny. Osobiście uruchomiłem audyt wewnętrzny w tej sprawie, odrębne postępowanie prowadzi nadzór budowlany.
Tymczasem ciągle pojawiają się nieprawdziwe informacje. Na przykład, że Bogatynia została zalana wodą z naszego zbiornika. To kompletny absurd. Niedów i Bogatynię dzieli 20 kilometrów i to fizycznie nie jest możliwe, aby fala ze zbiornika poszła w stronę miasta.
Ale pojawiają się także zarzuty ze strony niemieckiej, że Niemcy nie zostali w porę ostrzeżeni o tym, że tama jest zagrożona i może nie wytrzymać naporu wody. W piątek dziennik "Die Welt" podał na swojej stronie internetowej, że władze Görlitz zamierzają złożyć w prokuraturze wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności użytkownika zbiornika.
- Jestem zaskoczony tymi zarzutami. Rozumiem, że w Niemczech są kancelarie prawne, które będą szukały winnego. A tu pretensje można mieć do matki natury, że przyniosła takie opady.
Pęknięcie tamy nie spowodowało katastrofy. Wręcz przeciwnie, istnienie tamy i zbiornika ograniczyło skutki kataklizmu. Ochroniło mieszkańców Radomierzyc i złagodziło falę, która wystąpiła na Nysie Łużyckiej, a tym samym zmniejszyło zniszczenia w Görlitz i Zgorzelcu.
W sobotę 7 sierpnia sytuacja na tamie zmieniała się bardzo szybko. Jeszcze o godz. 14 napływało 30 metrów sześciennych wody na sekundę, a o godz. 15.50 było to już 650 metrów! To świadczy o tym, jak gwałtowne to było zjawisko.
Skali zagrożenia, jakie niosła woda, nikt nie mógł przewidzieć. Przypominam: ten zbiornik to nie jest bufor, który magazynuje wodę - ile wody do niego wpłynie, tyle musi wypłynąć. Ale dzięki niemu fala powodziowa została spłaszczona. Maksymalnie otworzyliśmy spusty, do rzeki Witki i Nysy woda płynęła z szybkością 650 metrów sześciennych na sekundę. Dodam, że koryto Witki było w stanie bezpiecznie przyjąć ledwie 90 metrów sześciennych. Już wtedy informowaliśmy sztab kryzysowy w Zgorzelcu, że trzeba błyskawicznie ewakuować Radomierzyce.
Ale mimo otwarcia spustów napływ wody był tak potężny, że zarządziliśmy ewakuację obsługi z dołu. Woda przelewała się przez koronę zapory na wysokości 300 metrów, podczas gdy zwykle sięga 210 metrów. Fala, przechodząc przez koronę tamy, zaczęła omywać jej część napowietrzną, suchą, która nie jest wzmacniana ekranem betonowym. Tam tylko jest spoiwo ziemno-gliniaste, które zaczęło się wypłukiwać. To trwało około godziny, półtorej, ale wytłumiło falę. Jednak potem nastąpiło tąpnięcie i zalanie. Gdyby nie było zbiornika, to w Radomierzycach nikt żywy by nie został. Kiedy tama puściła, ocalał Zawidów leżący po drugiej stronie zbiornika. Woda podchodziła tam już wysoko, ale kiedy tama się rozszczelniła, odpłynęła ze wsi.
Co teraz dzieje się wokół zbiornika?
- W sobotę całkowicie zniszczona została główna zapora. Uszkodzone są też skarpy na obrzeżach zbiornika. Od wtorku trwają w nim prace zabezpieczające. W tej chwili jedna z firm przygotowuje budowę tymczasowej grobli w tym samym miejscu. Do czasu jej powstania woda nie będzie spiętrzona do normalnego poziomu. Inna firma kontroluje obiekt, w którym są hydrogeneratory oraz pomieszczenia przepompowni. To najważniejsza część zbiornika. Jej uruchomienie przewidujemy za osiem tygodni.
Zbiornik Niedów został wybudowany na początku lat 60. Czy skorzystacie z sytuacji, aby go podczas odbudowy udoskonalić?
- Wyczuwam podtekst w tym pytaniu, sugestię, że zapora nie spełniała warunków bezpieczeństwa. Podkreślam: ta zapora była absolutnie bezpieczna. Spełniała warunki stawiane przemysłowym zbiornikom przepływowym. Była bezpieczną budowlą z całodobową obsługą. W 2006 roku przeszła gruntowną kontrolę; pod nadzorem specjalistów z Politechniki Wrocławskiej sprawdzano jej stabilność. W latach 2007-2009 przeszła gruntowny remont. Oczywiście, przez pół wieku, jakie minęło od jej budowy, świat poszedł do przodu. Przy odbudowie skorzystamy z najnowszych technologii zaproponowanych przez wykonawców. Szacujemy, że budowa potrwa około półtora roku.
Ile będzie kosztowała?
- Nie mogę mówić nawet o przybliżonych kosztach. Projektanci dopiero przygotowują opisy proponowanych technologii.
* Inż. Roman Walkowiak jest prezesem PGE Elektrowni Turów
- 46 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
abalys, to PRemier jest z pissu?
na100procent
14.08.10, 00:47
pis=po=sld=psl - tu się zgodzę, ale brednie o zaporze wygadywał jednak tusk»
-
popatrzcie na zdjecie
arturpio
14.08.10, 14:34
zanim zaczniecie mowic.tama stoi, wytrzymala. wymylo waly po prawej i lewej stronie. czyli: tama mozejest za krotka, a moze waly sa niestabilne - przemakaja - nie majaodpowiedniej »
-
Zbiornik w Niedowie - zaszkodził, czy raczej po...
super.prawda
25.08.10, 23:35
Po czasie. Fala powodziowa z uszkodzonej zapory w Niedowie była ogromna. Wpierwszym okresie przepływ awaryjny przekraczał 6000m3/s.Ostrzeganie zawiodło w całości. Radomierzyce uratował nasyp»
Najczęściej czytane24 htydzień




