Powódź tysiąclecia nie może przecież być co roku...
17.06.2010
, aktualizacja: 18.06.2010 20:26
- Nie wiedziałem, że żyję na terenach zalewowych. Powódź? W Biblii się o tym czytało. Teraz okazuje się, że to jedyne miejsce we Wrocławiu, gdzie nie muszę iść do wody. Sama do mnie przychodzi - mieszkańcy Kozanowa chcą zostać na swoim osiedlu mimo kolejnych powodzi
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma sporu o wał przeciwpowodziowy na Kozanowie (28-12-10, 18:30)
- Wrocławianie pomagają powodzianom spod Sandomierza (03-08-10, 10:00)
- Wrocław: Po powodzi grożą nam zimne kaloryfery (13-07-10, 17:23)
- Policja do kierowców: Nie zalała cię powódź? To płać (07-07-10, 09:00)
- Popowodziowy piasek i muł zablokowały żeglugę na Odrze (28-06-10, 17:33)
- Za cztery lata Wrocław ma mieć ochronę przed powodzią (19-06-10, 09:00)
- Strażacy odpompowywali, o strażakach nie pamiętali (27-05-10, 19:41)
- Dlaczego Kozanów nie jest chroniony przed powodzią (24-05-10, 21:00)
- Kontenery do segregacji odpadów wrócą na ulicę Ignuta (11-03-08, 11:09)
GALERIA ZDJĘĆ
- Kozanów trzeciego dnia po wtargnięciu wody na osiedle (24-05-10, 19:34)
- Drugi dzień powodzi na zalanym osiedlu Kozanów (24-05-10, 12:00)
- Sobotnia walka o Kozanów widziana ze szczytu wieżowca (23-05-10, 10:00)
- Osiedle Kozanów po raz drugi zalane przez Ślęzę (22-05-10, 20:00)
SERWISY
Na Kozanowie nikomu nie życzy się: "Niech ci się powodzi". Można za to usłyszeć Kozanów-Zdrój albo "nasza mała Wenecja". Kilkanaście tysięcy mieszkańców, blokowisko usiane punktowcami z wielkiej płyty, trochę domków. Prawdopodobnie najbardziej znane osiedle w Polsce. Znane, bo zalewane.
W 1997 r. wszystkie budynki stały w wodzie. W maju Kozanów znów wypłynął w mediach: znowu były helikoptery, gorące relacje i wielka woda. Dlaczego ludzie chcą mieszkać w miejscu nawiedzanym przez powodzie?
Bo można spacerować
- Tu broniliśmy się trzy razy - prezes stuka palcem w mapę osiedla wiszącą za biurkiem.
- Trzy?
- Teraz, w 1997 i 1903.
O obronie w 1903 r. nie wiemy za wiele - poza tym, że bronić nie było co, bo Niemcy na Kozanowie domów nie budowali. Obrona w 1997 r. była trudna, bo z kompletnego zaskoczenia. W obronie w 2010 r. mieszkańcy wykazali się już pełnym profesjonalizmem. Nałapali wody do wanien i garnków, zrobili zapasy mineralnej i chleba ("Pielgrzymki szły przez park do supermarketu"), wymienili numerami telefonów oraz opróżnili piwnice z przetworów, a garaże z samochodów, które wywieźli na okoliczne górki.
Właściciele sklepu zoologicznego na parterze wywieźli również trzy szynszyle, sześć szczurów, piętnaście chomików oraz czterdzieści myszy. Rybki zostały.
- Nie było ekscytacji i niemocy jak kiedyś, tylko opanowanie i mobilizacja - mówi z dumą Ryszard Kucharski, prezes spółdzielni mieszkaniowej Kozanów IV, zwany "tym od powodzi".
- Jak tylko się gdzieś przedstawiam, od razu jest taka reakcja. Ostatnio nawet na międzynarodowym kongresie spółdzielczości.
Wytyczne powodziowe prezes wywiesił w maju na drzwiach bloków i w internecie na stronie osiedla. Wyznaczył także tymczasowe mieszkania zastępcze. - Taki chwyt psychologiczny - objaśnia. - Gdyby ktoś czuł się szczególnie zagrożony, mógłby się tam przenieść na czas zalania.
Po 1997 r. wszystkie mieszkania i lokale kazał ubezpieczyć od powodzi. Zapewnia, że ceny mieszkań ani zainteresowanie Kozanowem nie spadło; ludzie z osiedla nie odpłynęli. Przeciwnie, na ul. Kolistej ("Woda była tylko w piwnicach") spółdzielnia zabudowała kolejne dwa bloki, które właśnie oddaje - mieszkania rozeszły się na pniu.
Prezes Kucharski też mieszka w kozanowskim bloku, zalało mu jedynie piwnicę.
- To nic w porównaniu z urokiem tego osiedla - uważa.
- Blok na bloku, to ma być urok?
- Za to jaki pas zieleni wokół, można spacerować aż do Odry.
- A zalewanie?
- Wystarczy, że miasto umocni wał, a działkowicze będą mieli świadomość zalewania. Ludzie mają nad rzeką nie tylko działki, lecz także całe gospodarstwa: rabarbar uprawiają, kukurydzę, ziemniaki, trzymają konie i kozy. Tak naprawdę powinna tam być tylko trawa - przyznaje. - Jak za Niemca, który wiedział, że Odra lubi tu kaprysić, więc zrobił tu tereny zalewowe.
Bo było bezpiecznie
Gdy w maju ostrzegano przed wielką wodą, Stanisław Fiedziuk sięgnął do "Kroniki wrocławskiej powodzi 1997".
W 1997 r. wszystkie budynki stały w wodzie. W maju Kozanów znów wypłynął w mediach: znowu były helikoptery, gorące relacje i wielka woda. Dlaczego ludzie chcą mieszkać w miejscu nawiedzanym przez powodzie?
Bo można spacerować
- Tu broniliśmy się trzy razy - prezes stuka palcem w mapę osiedla wiszącą za biurkiem.
- Trzy?
- Teraz, w 1997 i 1903.
O obronie w 1903 r. nie wiemy za wiele - poza tym, że bronić nie było co, bo Niemcy na Kozanowie domów nie budowali. Obrona w 1997 r. była trudna, bo z kompletnego zaskoczenia. W obronie w 2010 r. mieszkańcy wykazali się już pełnym profesjonalizmem. Nałapali wody do wanien i garnków, zrobili zapasy mineralnej i chleba ("Pielgrzymki szły przez park do supermarketu"), wymienili numerami telefonów oraz opróżnili piwnice z przetworów, a garaże z samochodów, które wywieźli na okoliczne górki.
Właściciele sklepu zoologicznego na parterze wywieźli również trzy szynszyle, sześć szczurów, piętnaście chomików oraz czterdzieści myszy. Rybki zostały.
- Nie było ekscytacji i niemocy jak kiedyś, tylko opanowanie i mobilizacja - mówi z dumą Ryszard Kucharski, prezes spółdzielni mieszkaniowej Kozanów IV, zwany "tym od powodzi".
- Jak tylko się gdzieś przedstawiam, od razu jest taka reakcja. Ostatnio nawet na międzynarodowym kongresie spółdzielczości.
Wytyczne powodziowe prezes wywiesił w maju na drzwiach bloków i w internecie na stronie osiedla. Wyznaczył także tymczasowe mieszkania zastępcze. - Taki chwyt psychologiczny - objaśnia. - Gdyby ktoś czuł się szczególnie zagrożony, mógłby się tam przenieść na czas zalania.
Po 1997 r. wszystkie mieszkania i lokale kazał ubezpieczyć od powodzi. Zapewnia, że ceny mieszkań ani zainteresowanie Kozanowem nie spadło; ludzie z osiedla nie odpłynęli. Przeciwnie, na ul. Kolistej ("Woda była tylko w piwnicach") spółdzielnia zabudowała kolejne dwa bloki, które właśnie oddaje - mieszkania rozeszły się na pniu.
Prezes Kucharski też mieszka w kozanowskim bloku, zalało mu jedynie piwnicę.
- To nic w porównaniu z urokiem tego osiedla - uważa.
- Blok na bloku, to ma być urok?
- Za to jaki pas zieleni wokół, można spacerować aż do Odry.
- A zalewanie?
- Wystarczy, że miasto umocni wał, a działkowicze będą mieli świadomość zalewania. Ludzie mają nad rzeką nie tylko działki, lecz także całe gospodarstwa: rabarbar uprawiają, kukurydzę, ziemniaki, trzymają konie i kozy. Tak naprawdę powinna tam być tylko trawa - przyznaje. - Jak za Niemca, który wiedział, że Odra lubi tu kaprysić, więc zrobił tu tereny zalewowe.
Bo było bezpiecznie
Gdy w maju ostrzegano przed wielką wodą, Stanisław Fiedziuk sięgnął do "Kroniki wrocławskiej powodzi 1997".
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć