Wrocław: Osiedle Nowy Dom odcięte od świata przez wodę
26.05.2010
, aktualizacja: 26.05.2010 19:58
Mieszkańcy osiedla Nowy Dom położonego przy ul. Opatowickiej, przed Opatowicami, między Odrą a Oławą, są od czwartku odcięci od świata. - Mamy tu prawdziwą Wenecję. Alarmujemy służby, ale bez efektu - mówi Grzegorz Lewandowski, który mieszka tam z żoną i 13-letnią córką. Dopiero w środę trafiła tam straż pożarna z pompą
ZOBACZ TAKŻE
- Powódź na Dolnym Śląsku - relacja z wydarzeń [WIDEO] (22-05-10, 14:58)
SERWISY
Agnieszka i Grzegorz Lewandowscy mieszkają na osiedlu Nowy Dom od 1995 roku. W jednym z około 30 poniemieckich domów - najstarsze z nich stanęły jeszcze w XIX wieku. Po II wojnie światowej nic się tu nie budowało, ze względu na ryzyko powodzi. - Przetrwaliśmy wielką wodę w 1997 roku, mieliśmy 1,6 metra wody w domu i garaż zalany po dach. Byliśmy odcięci od świata przez dwa tygodnie. Od tamtej pory był jednak spokój - mówi Lewandowski.
Osiedle Nowy Dom jest szczególnie narażone na wielką wodę - położone w niecce między Odrą, Oławą a kanałem burzowym. Ten ostatni na co dzień wygląda niewinnie, dopiero podczas powodzi woda pozbawiona ujścia wylewa się z niego.
- Mamy wrażenie, że Wrocław o nas zapomniał - mówi Lewandowski. - Widzimy łodzie kursujące do pobliskich Opatowic, do nas, poza WOPR, nie dotarł do wczoraj nikt. Dzwoniliśmy od czwartku, gdzie się tylko da. I słyszeliśmy, że sytuacja jest ciężka, nie ma środków, a sprzęt jest na Kozanowie.
W środę, po naszej interwencji w miejskim sztabie kryzysowym, na miejscu pojawiło się czterech strażaków. Przypłynęli łodziami z pompą, którą próbują usunąć nadmiar wody z kanału burzowego. Do wczoraj poziom wody wciąż się w nim podnosił i nie przyjmował wody, wypompowanej przez właścicieli z zalanych piwnic. - Tylko centymetrów brakowało, żeby odcięło nam w domu prąd - tłumaczy pan Grzegorz.
O tym, że osiedle zostanie zalane, mieszkańcy dowiedzieli się w środę. Proponowano im ewakuację, skorzystało kilka starszych osób. Reszta wolała zostać i ratować dobytek. Pamiętali sytuację sprzed 13 lat, kiedy woda wdarła im się do domów. Walka zaczęła się w środę i trwa właściwie cały czas. Ten, kto zdążył, kupił w środę zapas wody i żywności. Pozostali musieli liczyć na miejskie służby. A żywność dowieźli do Nowego Domu dopiero WOPR-owcy w niedzielę. Kolejny transport pojawił się wczoraj - mieszkańcy dostali dwie zgrzewki wody, 10 bochenków chleba i parę konserw.
- Była u nas delegacja z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Panie stwierdziły, że sobie poradzimy i żaden prowiant nam się nie należy - opowiada Lewandowski. - I że możemy sami sobie go zorganizować. Jak? Jedyna droga prowadzi na Opatowice, gdzie nie ma sklepu. Nie oczekujemy cudów, chodzi o chleb i wodę pitną.
Rozlewiska, które rozciąga się wokół osiedla, nie da się pokonać bez łodzi lub solidnej ciężarówki. Mieszkańcy próbowali przejść w kombinezonach, ale zawrócili, kiedy woda sięgnęła im powyżej pasa. Usiłowali wydostać się pontonem - nurt był zbyt rwący. - To była wyprawa życia, popłynęliśmy w cztery osoby i większość czasu spędziliśmy, trzymając się konarów drzew, żeby nurt nas nie porwał. Musieliśmy zawrócić.
Państwo Lewandowscy, tak jak ich sąsiedzi, od czwartku nie byli w pracy, ich córka i inne dzieci - w szkole.
- Na szczęście i ja, i żona mamy wyrozumiałych przełożonych - przyznaje Lewandowski, który pracuje w salonie telefonii Orange przy ul. Kazimierza Wielkiego (jego żona na poczcie).
Karolina Wiśniarz, studentka socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanka Nowego Domu, wczoraj nie miała wyjścia - musiała dostać się na uczelnię. - Muszę zdobyć zaliczenia, bo za tydzień wyjeżdżam do Irlandii - tłumaczy. Liczyła, że może uda jej się wydostać z osiedla motorówką WOPR albo łodzią policji rzecznej. I znów się rozczarowała.
- Czekaliśmy na łódź od 8 do 11.30 - opowiada pan Grzegorz. - Bezskutecznie. Widzieliśmy, jak płyną w kierunku Opatowic i z powrotem. Nas omijały.
Udało się dopiero prywatnym samochodem terenowym - jego właściciel próbował dostać się do swojej firmy, położonej za Nowym Domem. Z trudem dojechał do osiedla, na dalszą podróż nie było szans. Zawracając, zabrał Karolinę ze sobą.
Strażacy od środy starają się ustabilizować sytuację w kanale burzowym na osiedlu i wypompować wodę z drogi prowadzącej na to osiedle i na Opatowice.
- Ustawiono trzy pompy, które wypompowują łącznie 8,5 tys. litrów wody na minutę, więc można się spodziewać, że woda powinna wkrótce zacząć opadać - mówi Krzysztof Gielsa, rzecznik straży pożarnej we Wrocławiu. - Sytuacja w tym rejonie jest skomplikowana, bo kanał burzowy nie ma odpływu. A ponieważ mamy do czynienia z wodami gruntowymi, trudno oszacować ich ilość i przewidzieć, kiedy zostaną wypompowane.
Od reszty świata jest odcięty nie tylko Nowy Dom - w granicach Wrocławia także Opatowice i Trestno. Policja rzeczna przewiozła od czwartku kilkaset osób z tych osiedli, spieszących do szkoły, do pracy i do lekarza. WOPR przynajmniej drugie tyle - sześć jednostek kursuje w zależności od potrzeb i przewozi nawet 20 osób w ciągu godziny.
Osiedle Nowy Dom jest szczególnie narażone na wielką wodę - położone w niecce między Odrą, Oławą a kanałem burzowym. Ten ostatni na co dzień wygląda niewinnie, dopiero podczas powodzi woda pozbawiona ujścia wylewa się z niego.
- Mamy wrażenie, że Wrocław o nas zapomniał - mówi Lewandowski. - Widzimy łodzie kursujące do pobliskich Opatowic, do nas, poza WOPR, nie dotarł do wczoraj nikt. Dzwoniliśmy od czwartku, gdzie się tylko da. I słyszeliśmy, że sytuacja jest ciężka, nie ma środków, a sprzęt jest na Kozanowie.
W środę, po naszej interwencji w miejskim sztabie kryzysowym, na miejscu pojawiło się czterech strażaków. Przypłynęli łodziami z pompą, którą próbują usunąć nadmiar wody z kanału burzowego. Do wczoraj poziom wody wciąż się w nim podnosił i nie przyjmował wody, wypompowanej przez właścicieli z zalanych piwnic. - Tylko centymetrów brakowało, żeby odcięło nam w domu prąd - tłumaczy pan Grzegorz.
O tym, że osiedle zostanie zalane, mieszkańcy dowiedzieli się w środę. Proponowano im ewakuację, skorzystało kilka starszych osób. Reszta wolała zostać i ratować dobytek. Pamiętali sytuację sprzed 13 lat, kiedy woda wdarła im się do domów. Walka zaczęła się w środę i trwa właściwie cały czas. Ten, kto zdążył, kupił w środę zapas wody i żywności. Pozostali musieli liczyć na miejskie służby. A żywność dowieźli do Nowego Domu dopiero WOPR-owcy w niedzielę. Kolejny transport pojawił się wczoraj - mieszkańcy dostali dwie zgrzewki wody, 10 bochenków chleba i parę konserw.
- Była u nas delegacja z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Panie stwierdziły, że sobie poradzimy i żaden prowiant nam się nie należy - opowiada Lewandowski. - I że możemy sami sobie go zorganizować. Jak? Jedyna droga prowadzi na Opatowice, gdzie nie ma sklepu. Nie oczekujemy cudów, chodzi o chleb i wodę pitną.
Rozlewiska, które rozciąga się wokół osiedla, nie da się pokonać bez łodzi lub solidnej ciężarówki. Mieszkańcy próbowali przejść w kombinezonach, ale zawrócili, kiedy woda sięgnęła im powyżej pasa. Usiłowali wydostać się pontonem - nurt był zbyt rwący. - To była wyprawa życia, popłynęliśmy w cztery osoby i większość czasu spędziliśmy, trzymając się konarów drzew, żeby nurt nas nie porwał. Musieliśmy zawrócić.
Państwo Lewandowscy, tak jak ich sąsiedzi, od czwartku nie byli w pracy, ich córka i inne dzieci - w szkole.
- Na szczęście i ja, i żona mamy wyrozumiałych przełożonych - przyznaje Lewandowski, który pracuje w salonie telefonii Orange przy ul. Kazimierza Wielkiego (jego żona na poczcie).
Karolina Wiśniarz, studentka socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, mieszkanka Nowego Domu, wczoraj nie miała wyjścia - musiała dostać się na uczelnię. - Muszę zdobyć zaliczenia, bo za tydzień wyjeżdżam do Irlandii - tłumaczy. Liczyła, że może uda jej się wydostać z osiedla motorówką WOPR albo łodzią policji rzecznej. I znów się rozczarowała.
- Czekaliśmy na łódź od 8 do 11.30 - opowiada pan Grzegorz. - Bezskutecznie. Widzieliśmy, jak płyną w kierunku Opatowic i z powrotem. Nas omijały.
Udało się dopiero prywatnym samochodem terenowym - jego właściciel próbował dostać się do swojej firmy, położonej za Nowym Domem. Z trudem dojechał do osiedla, na dalszą podróż nie było szans. Zawracając, zabrał Karolinę ze sobą.
Strażacy od środy starają się ustabilizować sytuację w kanale burzowym na osiedlu i wypompować wodę z drogi prowadzącej na to osiedle i na Opatowice.
- Ustawiono trzy pompy, które wypompowują łącznie 8,5 tys. litrów wody na minutę, więc można się spodziewać, że woda powinna wkrótce zacząć opadać - mówi Krzysztof Gielsa, rzecznik straży pożarnej we Wrocławiu. - Sytuacja w tym rejonie jest skomplikowana, bo kanał burzowy nie ma odpływu. A ponieważ mamy do czynienia z wodami gruntowymi, trudno oszacować ich ilość i przewidzieć, kiedy zostaną wypompowane.
Od reszty świata jest odcięty nie tylko Nowy Dom - w granicach Wrocławia także Opatowice i Trestno. Policja rzeczna przewiozła od czwartku kilkaset osób z tych osiedli, spieszących do szkoły, do pracy i do lekarza. WOPR przynajmniej drugie tyle - sześć jednostek kursuje w zależności od potrzeb i przewozi nawet 20 osób w ciągu godziny.
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Wrocław: Osiedle Nowy Dom odcięte od świata prz...
miliarder
26.05.10, 15:57
jak sie kupiło mieszkanie na polderze,to chyba motorówke sie powinno mieć?»
-
Wrocław: Osiedle Nowy Dom odcięte od świata prz...
6.michal
26.05.10, 18:48
jebnijcie sie w łeb,,,postawcie sie w sytuacji tego czlowieka...a kolega co mu sie nowy dwór z nowym domem pomylil... to normalnie ŻAL.pltyle na ten temat»
-
Wrocław: Osiedle Nowy Dom odcięte od świata prz...
mesde
26.05.10, 19:19
Mi smutno się robi słysząc, że miasto pamięta głównie o Kozanowie. Kozanów wielkim błędem był dla prezydenta i nie tylko, głowy polecą, i teraz wszyscy robią wszystko, by nie można było w »
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć