Miasto nie będzie dokładało do utrzymania stadionu

Rozmawiał Michał Karbowiak
18.12.2010 , aktualizacja: 18.12.2010 12:48
A A A Drukuj
17 grudnia, budowa stadionu na Maślicach Fot. Sławomir Pawłowski / Agencja Gazeta 17 grudnia, budowa stadionu na Maślicach
Wrocław do utrzymania stadionu na Maślicach nie będzie dopłacał, a dzięki niemu miasto może tylko zyskać. Gorzej, że do gry na takim obiekcie biznesowo nie jest jeszcze gotowy piłkarski Śląsk - mówi Krzysztof Sachs*, partner w Ernst&Young
Krzysztof Sachs
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Krzysztof Sachs
Rozmowa z Krzysztofem Sachsem

Michał Karbowiak: Czy o obiektach budowanych na Euro 2012 można powiedzieć, że to jeszcze stadiony?

Krzysztof Sachs: Nazwałbym je "stadiono-biurowcami". Ostatnio na forum ekonomicznym w Krzyżowej widziałem prezentację na temat wykorzystania wrocławskiego stadionu po Euro 2012. W prezentacji o meczach Śląska było stosunkowo niewiele. Dużo mówiono za to o wykorzystaniu powierzchni biurowej, centrum konferencyjnym, cateringu czy o serwerowni, która powstanie na terenie obiektu. Przekaz jest jednoznaczny: społeczeństwo Wrocławia nie będzie dopłacać do stadionu, bo ma on tyle powierzchni komercyjnej, że tę inwestycję utrzyma.

Na przedsięwzięcie "Stadion na Euro 2012" w ogóle patrzyłbym co najmniej w dwóch wymiarach. Po pierwsze, by nie trzeba było dopłacać do jego utrzymania. I takiego ryzyka we Wrocławiu raczej nie ma. Po drugie, skoro za prawie 800 mln zł wybudowano obiekt tak nowoczesny, że dwa-trzy razy do roku może tu przyjeżdżać gwiazda pokroju Madonny, a kilka w roku wykonawca trochę mniejszego formatu, to rzeczywiście powinno się tu coś dziać. Ktoś trafnie zauważył, że inwestycja będzie miała sens, jeśli raz w roku przeprowadzona zostanie impreza rangi światowej, raz w miesiącu - ogólnopolskiej, a raz w tygodniu - wydarzenie lokalne.

Problem w tym, że podobny pomysł na zagospodarowanie wielkich stadionów mają w Gdańsku, Poznaniu czy Warszawie. Ile więc może być w Polsce rocznie koncertów gwiazd pokroju U2 czy Madonny?

- Na pewno nie tyle, ile zapowiadają przedstawiciele poszczególnych miast. Jeszcze do niedawna mieliśmy przecież w całej Polsce ze trzy tego rodzaju wydarzenia rocznie, a teraz, gdyby zsumować deklaracje wszystkich miast, to uzbiera się ich ze 20. To oczywiście niemożliwe. Uważam, że naturalnym magnesem dla takich przedsięwzięć będzie w pierwszej kolejności Warszawa. To stolica, największa aglomeracja, a budowany tam Stadion Narodowy jest największy. Z drugiej strony wierzę, że przedstawiciele operatora wrocławskiego stadionu, czyli firmy SMG, mają w tej branży duże doświadczenie i wiedzą, co robią.

Za to, żeby tak było, SMG dostaje od miasta 9 mln zł rocznie plus prowizję od przyszłych zysków.

- Początkowo miałem wątpliwości, czy sensowne jest płacenie operatorowi stałych pieniędzy oraz prowizji, skoro zwykle za tego typu usługi bierze się tylko prowizję. Tym bardziej że stadion powinien wygenerować znacznie więcej przychodów niż określone jako minimum 25 mln zł rocznie. Przedstawiciele miasta przekonują jednak, że taka umowa z SMG ma sens.

Jej szczegółowych ustaleń nie znam, ale wydaje mi się, że stała roczna kwota gwarantowana SMG związana jest, po pierwsze, z określonym minimalnym dochodem, który stadion ma przynieść, a poza tym z określoną liczbą wydarzeń odpowiedniego kalibru, które mają się na nim odbyć. Jeśli tego typu gwarancje są wbudowane w treść umowy, to być może kwota stałego wynagrodzenia dla SMG rzeczywiście jest zasadna. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się dość wysoka.

Efektem umowy z operatorem ma być w istocie nie tylko sprawne zarządzanie stadionem, lecz także zmiana kulturalnej mapy Wrocławia. W mieście ma się teraz dziać o wiele więcej niż dotychczas. Jeśli za kilka lat stwierdzimy, że dzięki stadionowi na Maślicach we Wrocławiu odbywać się będzie dużo więcej spektakularnych imprez masowych przyciągających tysiące osób, to będzie to znaczyło, że warto było taką umowę z SMG podpisać.

Czy z tego wynika, że wcześniej we Wrocławiu niewiele się działo, bo miasto nie miało stadionu?

- Po pierwsze, nie było aż tak źle - Manu Chao, Deep Purple, Joe Cocker, Jean-Michelle Jarre, Mark Knopfler; to nie najgorszy zestaw artystów. Ale oczywiście brak profesjonalnej areny koncertowej na kilkadziesiąt tysięcy widzów ograniczał atrakcyjność miasta dla supergwiazd. Koncert Deep Purple na Polach Marsowych był znakomity, ale podobną rzecz można by zorganizować na większej łące. Wydaje mi się, że teraz już takiej prowizorki nie będzie. Tego typu wydarzenia naturalnie przeniosą się na stadion i dojdzie do swego rodzaju kanibalizmu.

Po drugie, będzie ich więcej, bo zmieniają się nasze przyzwyczajenia, sposób spędzania wolnego czasu, a co więcej - jesteśmy coraz bogatszym społeczeństwem. To tak jak z gastronomią: czy pamiętamy, że 15 lat temu w Warszawie nie było chyba ani jednej porządnej włoskiej restauracji? Dziś jest ich pewnie kilkadziesiąt i mają się nieźle. Nauczyliśmy się jadać w restauracjach. Podobnie jest z wydarzeniami rozrywkowymi, zmieniają się zwyczaje, a to powoduje wzrost popytu. Jeśli będzie odpowiednia infrastruktura i wzrośnie popyt, to będą tu przyjeżdżać atrakcyjni wykonawcy.

Czy ten kanibalizm nie grozi nam również, jeśli chodzi o powierzchnie biurowe ? Siedziby firm też będą przenosić się z centrum na stadion?

- Powierzchni biurowej i konferencyjnej generalnie we Wrocławiu jest zbyt mało i stadion wypełni tę lukę. Zakładam też, że na obiekcie będą organizowane liczne międzynarodowe konferencje, sympozja, które przeniosą się tam z innych miast europejskich. Skoro np. stomatologowie swoje europejskie sympozjum 15 razy organizowali we Frankfurcie, teraz mogą spotkać się we Wrocławiu. Będzie taniej niż w Niemczech, goście przylecą na nowy terminal, pojadą nową autostradą do nowego centrum konferencyjnego. Ważne jest oczywiście, by siatka połączeń z wrocławskiego lotniska była jak najbardziej gęsta, choć w tym oczywiście Frankfurt, Praga, Berlin czy Warszawa będą zawsze lepsze.

Poza tym bardzo istotna jest promocja miasta. Wrocław powoli zaczyna istnieć w świadomości europejskiego biznesu. Mnóstwo firm umieściło tu już swoje fabryki lub centra usług. Ale jeszcze chyba za wcześnie, żeby powiedzieć, że jest on już miastem powszechnie kojarzonym. W tym kontekście bardzo interesuje mnie, jak podczas samego Euro Wrocław wykorzysta szansę na promocję, którą daje stadion.

Już latem na ponadczterdziestotysięczny stadion ma się przeprowadzić piłkarski Śląsk. Myśli pan, że wrocławski klub jest na to gotowy?

- W sensie biznesowym dziś na pewno nie. Podczas wspomnianego forum w Krzyżowej widziałem bardzo ciekawą prezentację przygotowania klubów pod względem oferty marketingowej skierowanej do zwykłych kibiców oraz do biznesu. W tej pierwszej kategorii zdecydowanym numerem jeden na naszym krajowym rynku jest Lech Poznań, a w drugiej warszawska Legia. Zadawałem sobie wówczas pytanie: gdzie w tych dwóch kategoriach jest Śląsk? Moim zdaniem nigdzie.

Na czym opiera pan tę surową opinię?

- Minęły już ponad dwa lata od momentu, kiedy Śląsk wszedł do ekstraklasy. Czy można powiedzieć, że na skutek działań władz klubu atmosfera wokół niego jest lepsza niż po awansie? Wtedy we Wrocławiu panował entuzjazm, a trener Ryszard Tarasiewicz uważany był za półboga. Co mamy dziś? Drużynę, która gra raz lepiej, raz gorzej. Trenera, który jest tymczasowy, bo - z całym szacunkiem dla Oresta Lenczyka - on pewnie nie popracuje w Śląsku nawet trzech lat. Nie jestem pewien, czy mamy mocny sztab sportowy, nie słyszałem o dobrym szkoleniu młodzieży czy o budowaniu akademii piłkarskiej na skalę właściwą dla takiego miasta jak Wrocław. Nie ma żadnego powodu, dla którego moda na Śląsk we Wrocławiu miałaby być mniejsza niż moda na Lecha w Poznaniu. A jak wygląda porównanie potencjału kibicowskiego obu klubów, dobrze wiemy. Zdaje się, że w pierwszej lidze frekwencja na Oporowskiej bywała nieraz lepsza niż w ekstraklasie. Niewiele lepiej jest z ofertą biznesową. Legia rozpoczęła potężną kampanię reklamową nowego stadionu na cztery miesiące przed jego uruchomieniem. Budowanie przez klub oczekiwania na ten stadion zaczęło się już na etapie jego projektowania. Strona internetowa budowy stadionu była najlepsza w Polsce. Podobnie było z ofertą biznesową - była gotowa już w sierpniu, choć loże biznesowe i trybuna z tzw. strefą hospitality będzie gotowa dopiero siedem miesięcy później. Jeśli Śląsk chciałby dorównać tym standardom, to powinien już mieć gotową profesjonalną ofertę dla biznesu na nowy stadion. Jakoś wydaje mi się, że nic takiego się nie dzieje. Dziś Śląsk zresztą pewnie nie wie nawet, na jakich warunkach będzie korzystał ze stadionu na Maślicach. Z wypowiedzi przedstawicieli miasta wynika, że negocjacje między docelowym właścicielem stadionu, czyli spółką Wrocław 2012, a klubem dopiero się rozpoczęły. Jak w takim razie Śląsk chce budować swój biznesplan na nadchodzący sezon?

Takie problemy nie dziwią pana, biorąc pod uwagę, że Śląsk ma solidnych właścicieli, czyli grupę Polsat i gminę Wrocław?

- To są rzeczywiście stabilni i bogaci właściciele, tylko nie jestem pewien, czy rzeczywiście pomagają Śląskowi. Trzeba sobie postawić pytanie: czy samorząd jest dobrym właścicielem dla biznesu? Moim zdaniem - nie, zresztą miasto ma chyba tego świadomość. Właśnie dlatego gmina Wrocław ma się przecież w długofalowym planie ze Śląska wycofać, zostawiając sobie niewielki pakiet udziałów. Co do Polsatu, to on rzeczywiście mógłby aktywnie wesprzeć politykę marketingową Śląska, ale na razie tego nie widać - Polsat angażuje się raczej w budowę galerii handlowej na Maślicach.

O tym pomyśle właściciele mówią, że to wehikuł finansowy, a pan stwierdził na niedawnej debacie o zarządzaniu stadionami, że to finansowa proteza.

- Proteza w tym sensie, że to rozwiązanie zupełnie nienaturalne. Nie potrafię ocenić, czy galeria będzie gwarantowała klubowi zyski i jakiej będą one wielkości. Uważam jednak, że jest to układ zupełnie odmienny od najbardziej oczywistego, w którym klub buduje mocną drużynę piłkarską w pełnej synergii z nowoczesnym zarządzaniem stadionem, na którym ta drużyna gra. Taki układ ma działać w Gdańsku, Warszawie, Krakowie i prawdopodobnie w Poznaniu. W tych miastach kluby są de facto operatorami stadionów i będą czerpać korzyści z ich komercjalizacji. We Wrocławiu stadion komercjalizować będzie spółka miejska wspierana przez SMG, a głównym źródłem utrzymania klubu będzie galeria handlowa. To nietypowe i dość ryzykowne rozwiązanie.

Model gdański jest lepszy?

- Nie podejmę się oceny, czy jest lepszy, bo to zależy od punktu widzenia. Na pewno jednak jest korzystniejszy dla klubu. Przyjmuję jednak wrocławski argument, że to miasto wykłada pieniądze na stadion i to ono powinno czerpać z niego część korzyści, tym bardziej że musi spłacać kredyt zaciągnięty na budowę. Trudno też powiedzieć, że Śląskowi zrobiono krzywdę, pozwalając klubowi grać na nowoczesnym obiekcie, jednocześnie pozbawiając go możliwości czerpania zysków z komercjalizacji stadionu. Ale pamiętajmy, że pozostałe miasta, które budowały stadiony na Euro, pozwolą swoim klubom nie tylko na tych stadionach grać, lecz także zarabiać.

Na sprzedawaniu lóż biznesowych klub może zarobić, ale przedstawicielami biznesu stadionu nie wypełni. Myśli pan, że Śląsk będzie grał przy pustawych trybunach?

- Raczej nie ma takiego zagrożenia, bo frekwencja nie zależy tylko od poziomu piłkarskiego. Niedawno moja asystentka w Warszawie poszła pierwszy raz w życiu na mecz Legii z Górnikiem na nowym stadionie i od tego czasu stara się chodzić na wszystkie spotkania, chociaż Legia gra kiepsko, a ona nigdy wcześniej nie interesowała się futbolem. Zachwyciła się jednak atmosferą i teraz mówi, że nie wiedziała, że na meczu może być tak fajnie. To jest właśnie fenomen nowoczesnych stadionów - ogromna szansa na zarażenie pasją kibicowania nowe rzesze osób. Nowe stadiony na pewno wygenerują zdecydowanie większe dochody dla klubów. To już się dzieje w Poznaniu i Warszawie, gdzie Lech i Legia kilkukrotnie zwiększyły swoje dochody z tzw. dnia meczu. Jestem pewien, że za dwa lata w Polsce będzie pięć, a może siedem mocnych finansowo klubów grających na atrakcyjnych stadionach. Do Legii, Lecha i Wisły dojdą Lechia, Śląsk, być może również Jagiellonia i Górnik. Liga musi się zrobić lepsza piłkarsko i zdecydowanie bardziej widowiskowa. Pomimo wszystkich moich obaw myślę, że Śląsk nie przegapi tej szansy.

* Krzysztof Sachs - szef wrocławskiego oddziału Ernst&Young. Współautor raportu "Ekstraklasa piłkarskiego biznesu", w którym kluby polskiej ekstraklasy oceniane są od strony biznesowej. Ekspert podczas niedawnej debaty pt. "Zarządzanie nowoczesnymi stadionami w Polsce" zorganizowanej przez Agorę SA.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 54 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów